Select Page


Droga via mękę, czyli viaToll groźny dla firm


 

Firmy transportowe twierdzą, że grozi im bankructwo przez błędy w elektronicznym systemie poboru opłat za płatne odcinki dróg – viaTOLL. Rekordzista ma zapłacić prawie 2 mln zł

Wojciech K. z Lubelszczyzny pięć lat temu przejął po ojcu firmę transportową. Niewielki biznes – zaledwie dwa mikrobusy. Kiedy w lipcu 2011 roku na polskich drogach płatnych (autostradach, fragmentach ekspresówek) dla samochodów o masie powyżej 3,5 t zaczął obowiązywać elektroniczny system poboru opłat viaTOLL, przedsiębiorca kupił dwa urządzenia o nazwie viaBOX.

To sprzęt niezbędny do korzystania z płatnych odcinków. Urządzenie montuje się w samochodzie, by przesyłało zakodowane informacje do bramownic stojących przy drogach. Dzięki informacji zwrotnej kierowca dowiaduje się, czy ma wystarczającą ilość środków na koncie, by wjechać na płatną trasę. System viaBOX wysyła sygnały dźwiękowe – od jednego do czterech, w zależności od stanu konta. Dokładny stan konta można sprawdzić, logując się na stronie internetowej viaTOLL bądź dzwoniąc na infolinię. Kierowcy na trasie raczej nie mają na to czasu, ograniczają się do słuchania piknięć.

Konto można doładowywać w formie przedpłaty – na stacji benzynowej lub przez internet. Minimalne jednorazowe doładowanie kosztuje 120 zł, maksymalne – 1 tys. zł. Na przykład właściciel firmy, której flota liczy 20 ciężarówek (non stop w trasie), płaci 14 tys. zł za miesiąc.

Najmniejsza kara – 3 tys.

Wojciech K. regularnie doładowywał konto. Zimą, na przełomie lat 2011 i 2012, za kółkiem chwilowo zastąpił go ojciec. Mężczyzna przekonany, że rodzic doładowuje konto, sprawdził jego stan dopiero w maju. – Zdziwiłem się, bo stan środków na koncie był na minusie. Okazało się, że ojciec nie robił doładowań, bo viaBOX przez cały czas wskazywał, że środki na koncie są. Ojciec się temu nie dziwił, był przekonany, że to ja doładowuję – mówi przedsiębiorca.

Wojciech K. policzył, ile wyniosą kary za darmową jazdę po płatnych drogach przez kilka miesięcy. – Uzbierało się tego pół miliona złotych. Nie wiem, co teraz robić. Mam czarne myśli – mówi załamany.

Przedsiębiorca z Lubelszczyzny nie jest jedyną ofiarą wprowadzenia w błąd przez viaBOX. Andrzej Dąbrowski z Warszawy, właściciel dwóch samochodów ciężarowych, dźwigu i podnośnika: – Pierwszy viaBOX wymieniłem na stacji benzynowej, bo był uszkodzony. Kolejny mimo doładowania środków na koncie wskazywał, że ich brakuje. Ponownie wymieniłem. Tyle że z tym pierwszym urządzeniem pracownik jeździł sporo czasu. Środków nie było, ale urządzenie wskazywało, że wszystko jest w porządku. Nie wiem, ile będę musiał zapłacić. Zacząłem już sprzedawać sprzęt firmowy, boję się, że będę musiał zastawić dom.

Kary są duże. Za minięcie bramownicy (znajdują się co najmniej na wjeździe na drogę płatną i zjeździe z niej) bez środków na koncie Główny Inspektorat Transportu Drogowego kasuje 3 tys. zł. Rekordzista ma zapłacić 1,9 mln zł!

Przystanek na każdej stacji

Pani Katarzyna z Kujaw prowadzi z mężem firmę transportową. – Załadowaliśmy konto do pełna, mąż przejechał kilka kilometrów, a viaBOX już sygnalizował, że brakuje środków. Złożyliśmy reklamację i wydano nam nowe urządzenie. Bezskutecznie próbowaliśmy logować się na stronie, by sprawdzić stan konta w systemie viaTOLL. Teraz mąż zjeżdża na każdą możliwą stację i tam prosi pracownika, by zalogował się na jego konto i sprawdził, jaki jest stan – opowiada kobieta.

Od startu programu viaTOLL do września tego roku system wyznaczył do ukarania 300 tys. kierowców.

– Do tej pory nałożyliśmy 6,1 tys. kar administracyjnych na kierowców na kwotę 22,5 mln zł. Zapłaciło ok. 5,5 tys. osób, dało to w sumie 17,5 mln zł. Kolejne 6,8 tys. postępowań jest w toku. Umorzyliśmy 850 – informuje Aleksandra Kobylska z GITD.

Kierowcy się zwołują

Pytamy firmę Kapsch, wykonawcę systemu viaTOLL, o wadliwość sprzętu. – Według naszych wyliczeń uszkodzony sprzęt stanowi mniej niż 0,02 proc. wszystkich urządzeń – mówi Dorota Prochowicz, rzeczniczka viaTOLL. Na pytanie o liczbę reklamacji w sprawie wadliwych viaBOX-ów odpowiedzi nie otrzymujemy.

Tymczasem na forum transportowym etransport.pl kierowcy zwołują się do protestu w sprawie systemu viaTOLL. Spotkanie organizacyjne zaplanowali na 9 listopada w Warszawie. – Zarabiamy po 3 tys. zł miesięcznie, a mamy zapłacić kary rzędu 100 tys.? To nierealne, dlatego chcemy zaplanować masowe działania – oburza się Wojciech K.

Relacje osób, które przez duże kary chcą zamykać firmy transportowe czy zastawiać domy, potwierdzają statystyki spraw, które wpływają do firmy prawniczej Transtica. – Mamy już 150 spraw od kierowców, którzy zostali ukarani przez GITD. Większość z nich dotyczy sytuacji, kiedy viaBOX-y wprowadzały ich w błąd. Urządzenia często nie sygnalizują awarii, niskiego stanu konta bądź braku środków na koncie – mówi Jadwiga Dudzik z Transtiki.

Doładowanie wsteczne

Dudzik wylicza niedoskonałości systemu viaTOLL: – Naszym zdaniem powinna istnieć możliwość doładowania konta wstecz, ponieważ często nie można tego zrobić natychmiast, gdy tych środków zabraknie. Operator zapewniał, że na wszystkich stacjach możliwe będzie doładowanie konta. A jest tylko na nielicznych.

W umowie zawartej między GDDKiA a Kapschem jest zapis, że firma oraz instytucja „nie ponoszą odpowiedzialności za szkody poniesione przez użytkownika ze względu na awarię urządzenia viaBOX, spowodowanego jego uszkodzeniem, utratą lub ujawnieniem wady fabrycznej”. Zapytaliśmy GDDKiA, czy w takim razie to kierowcy mają ponosić odpowiedzialność za wadliwość viaBOX-ów. – Urządzenia wydawane użytkownikom są sprawne. Obowiązek sprawdzenia stanu konta i urządzenia spoczywa zgodnie z instrukcją na użytkowniku. W razie wykrycia podejrzenia jakichkolwiek nieprawidłowości urządzenie jest bezpłatnie wymienianie w jednym z ponad 200 punktów dystrybucji i punktów obsługi klienta zlokalizowanych przy sieci dróg płatnych – poinformowała nas Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA.

Żródło: wyborcza.biz


 

Katagoria: Sprawy przewoźnicze
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 5 lat temu.