Select Page


RAPORT: Polskie e-myto po 10-ciu dniach!


 

Jednak nie obyło się bez poślizgu. Zamiast 1-go, dopiero 3-go lipca o godz. 8.00, jak podał operator systemu firma Kapsch, wystartował elektroniczny system poboru oplat drogowych w Polsce. Po tych kilku dniach słychać przede wszystkim złość i zdenerwowanie. Co będzie dalej…?

Choć oficjalnie informowano, że pomimo rozpoczęcia się miesiąca lipca, system jeszcze nie ruszył, to obowiązek jeżdżenia z zamontowanym w pojeździe urządzeniem viaBOX istniał. Każdy kierowca, jadący trasą objętą od 1.7. opłatami na rzecz GDDKiA, miał świadomość, że może zapłacić za brak małej skrzyneczki, która i tak jeszcze nie działała. Pytani policjanci, celnicy i inspektorzy ITD odpowiadali krótko: nas oficjalnie nikt nie poinformował, że ten pobór nie działa, mamy więc obowiązek wykonywać należące do nas czynności, także te związane z e-mytem. A kierowcy klęli, stojąc w ogromnych kolejkach do niezbędnej rejestracji, aby otrzymać „magiczne pudełko”, zwane viaBOX.

Oczywiście, że część winy leży po stronie przewoźników. Mieli dużo czasu, by się zarejestrować i pobrać urządzenia. Jednak znowu wystąpił „syndrom ostatniego dnia”. Czy liczyli na to, że system nie ruszy… On nie miał prawa nie ruszyć. Fatalna sytuacja budżetu i bardzo zła passa GDDKiA (kłopoty z Chińczykami i nie tylko na budowie dróg, kompletnie nieudany „Bezpieczny weekend”) niejako wymusiły ten „sukces”. Od razu podano, że Kapsch zapłaci kary umowne. Ten zresztą nie protestował, w końcu przez najbliższe lata sporo zarobi na obsłudze e-myta i nie tylko, bo zajmuje się też poborem opłat od kierowców aut osobowych na odcinkach zawiadywanych przez Generalną Dyrekcję. Od początku lipca jest to Konin – Stryków. Niemniej jednak organizacja rejestracji i dystrybucji urządzeń viaBOX też pozostawia wiele do życzenia. Kampania informacyjna rozpoczęła się zbyt późno. Wcześniej działało zbyt mało punktów, zaś te na stacjach benzynowych zostały uruchomione obowiązkowo dopiero od 1 lipca, a też mogły działać wcześniej. Infolinia viaTOLL też nie udzielała kompletnych informacji, co sprawdzaliśmy jeszcze na początku czerwca. Poza tym operator widział po liczbie dokonanych rejestracji i otwarcie o tym mówił, że wielu zaczeka z tym do ostatniej chwili. Do tego przewoźnicy zagraniczni, przecież nie wszyscy z nich regularnie jeżdżą przez Polskę. Należało się więc liczyć z tym, że dopiero pierwszy raz przekraczając naszą granicę będą chcieli się zarejestrować i pobrać urządzenie.

Efekt jest taki, że na kilku punktach granicznych, także tych „starych” na zachodzie, przypomnieliśmy sobie czasy PRL-u. Społeczne listy kolejkowe, liczące ponad 1 000 osób. Kierowcy czekają nawet 3 dni, aby wejść do biura… I nie pomagają dodatkowe busy, wożące czekających ze Świecka do Zielonej Góry, z Jędrzychowic do Wrocławia, a z Kołbaskowa do Szczecina. Kierowcy czekają w nerwowej atmosferze i narzekają na długi czas obsługi i zbyt małą liczbę okienek.

Innym, ubocznym efektem jest powrót ciężarówek na boczne drogi. Co prawda wzdłuż A4 pomyślano o objęciu tras równoległych opłatami. Nie zrobiono tego w Gdańsku na DK 91, która teraz jest zakorkowana przez ciężarówki, podczas gdy tamtejszy odcinek A1 świeci pustkami. Podobny problem jest w Poznaniu, gdzie wielu kierowców zjeżdża z autostrady A2 i korkuje miasto i okolice

Rzecznik GDDKiA Urszula Nelken twierdzi, że: System jest szczelny, a jeśli nawet gdzieś pojawiają się jakieś nieszczelności, firma Kapsch pokryje straty, jakie z tego tytułu stracił Skarb Państwa. Ma to zostać wyliczone wg specjalnego algorytmu.

Zaś Rzecznik Głównego Inspektora Transportu Drogowego Alvin Gajadhur krótko podsumowuje te pierwsze dni: Pracujemy na trzy zmiany. Nie mamy na razie dokładnych statystyk, ale widać, że zdecydowana większość kierowców zastosowała się do nowych regulacji.

Pozostali stoją pewnie jeszcze w kolejkach po viaBoxy…


Klaudiusz Madeja


 

Katagoria: Sprawy przewoźnicze
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 6 lat temu.