Select Page


Rosjanie podrabiają zezwolenia, Inspekcja to wykrywa


 

O wynikach kontroli na przejściu w Budzisku i planowanej reorganizacji służby z Głównym Inspektorem Transportu Drogowego Tomaszem Połeć rozmawia Zbigniew Witamborski

TruckAuto.pl: Panie Ministrze w ostatnich tygodniach wzmocniliście kontrole wschodnich przewoźników. Jakie są rezultaty?
Tomasz Połeć: Kontrole ruszyły 28 kwietnia. Po kilkuletnich staraniach od Straży Granicznej przejęliśmy budynek w Budzisku, który uczyniliśmy swoją placówką na granicy. Jak wiadomo Rosjan drastycznie podnieśli wysokość kar, nawet do ponad 60 000 zł. Wynika to z niekorzystnej dla nas interpretacji przepisów umowy z 1996 roku pomiędzy Polską a Rosją. Nasze działania wzmacniają pozycję przetargową polskiego ministra transportu w rozmowach ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Stwierdziliśmy, zresztą na wniosek naszych przewoźników, że trzeba zweryfikować autentyczność informacji o tym, że przez Budzisko i granicę z Litwą, wlewają się tysiące, dziesiątki tysięcy pojazdów rosyjskich bez zezwoleń albo z zezwoleniami, które są niewypełnione. Z satysfakcją możemy stwierdzić, że to o czym mówił prezes Buczek, jednak nie potwierdziło się. Na spotkaniu z ministrem Nowakiem, prezes ZMPD postawił tezę, że według jego wiedzy przez Budzisko przejeżdżało na dobę, co najmniej 700 pojazdów pojazdów bez zezwoleń albo z niewypełnionymi zezwoleniami. A więc jeżeli tak założymy, to łącznie pula pojazdów, razem z tymi, które miały zezwolenia, wyniosłaby około 1000. Rzeczywistość jest taka, że tych pojazdów przejeżdża w skali doby przez Budzisko około 350. Nie jest to mało, ale nie jest to ta skala, o której mówił prezes ZMPD.
Od 28 kwietnia pełnimy służbę w cyklu 24 h. Do 17 maja przeprowadziliśmy 6213 kontroli. W tej liczbie było 3817 Rosjan, 1444 Białorusinów i 952 pojazdów z innych krajów. Łącznie wykryliśmy na 6213 kontroli 144 przypadki, które zezwalały na nałożenie kary pieniężnej albo ze względu na brak zezwolenia lub niejasności w wypełnieniu. 144 kary to wprawdzie niemało, ale nie jest to ogromny odsetek
I co ciekawe od przewoźników otrzymywaliśmy informacje, że Rosjanie fałszują nasze zezwolenia i dlatego mają ich nieskończoną liczbę. Nie znaleźliśmy, co prawda, żadnego przypadku, ani jednego fałszowania polskiego zezwolenia przez przewoźników rosyjskich. Natomiast okazało się, że Rosjanie fałszują, i to dość profesjonalnie, zezwolenia „cemtowskie”. Zaangażowaliśmy policję, prokuraturę, które zajęły się tymi sprawami. Co więcej , uczuliliśmy na ten proceder niemieckie BAG. W tej sprawie wysyłamy również pismo do sekretariatu EKMT, aby był świadomy, że przewoźnicy rosyjscy, i nie tylko, posługują się fałszywkami. I tak zamknęliśmy temat Budziska.
Truck Auto.pl: A jak wyglądają kontrole na innych przejściach?
Tomasz Połeć: Na pozostałych przejściach jest Straż Graniczna działa Służba Celna. Na zespole kryzysowym, którym kieruje minister Jarmuziewicz, szef Służby Celnej zobowiązał się, że uczuli swoich podwładnych na to, by kontrolować zezwolenia na granicy. Z tego, co wiemy jest to skrupulatnie realizowane.
Truck Auto.pl: Wspominał Pan, że Rosjanie błędnie interpretują umowę z 1996 roku. Co jest nie tak w tej interpretacji?
Tomasz Połeć: Tak naprawdę problemem nie jest wysokość kar, lecz interpretacja przez stronę rosyjską umowy z 1996 roku. Przykład: opona wyprodukowana przez Goodyeara w Dębicy nie może być zawieziona do Rosji na podstawie zezwolenia dwustronnego. Faktura, jak jej towarzyszy, pomimo tego, że jest to produkt polski, jest fakturą z Francji i Rosjanie to kwestionują. Idąc tym tokiem rozumowania, można w ten sposób zakwestionować każdy towar, gdyż w erze globalizacji jest tak, że produkuje się to tutaj, ale centrum fakturowania jest jedno na drugim końcu Europy. Najbardziej dobitny przypadek, który pokazał zresztą dyrektor Maciej Wroński z OZPTD w jednym z artykułów prasowych, to sprawa samochodu przywiezionego ze Stanów Zjednoczonym. Pojazd jest załadowywany w polskim porcie morskim, ale faktura, która mu towarzyszy jest z Seatle. Rosjanie zachowują się tak, jakby polska ciężarówka miała jechać po dnie oceanu z Seatle i wiozła towar przez Polskę do krajów trzecich. Osiągamy granicę absurdu. Przy takiej interpretacji przez Rosjan, z 200 tys. ich zezwoleń, prawie 120 tys. to są jest dla nas bez wartości.
W wyjaśnieniu tych kwestii bardzo sobie cenimy współpracę ze stroną społeczną. Jest to świetny moment, aby przewoźnicy zrozumieli potrzebę istnienia Inspekcji. Musimy wszyscy mieć świadomość znaczenia pracy inspektorów. Dzięki ich działaniom nie tylko polski transport, ale polski rynek pracy, polskie zakłady produkcyjne, polskie porty morskie, polskie punkty przeładunkowe są chronione. Wydaje się nam, że wspólne przedsięwzięcia ze stroną społeczną budują pozytywną relację i pozwalają nam tak naprawdę optymistycznie patrzeć na przyszłość.
Truck Auto.pl: Czy cieszy się Pan, że od przyszłego roku będą likwidowane Wojewódzkie Inspektoraty?
Tomasz Połeć: Cieszę się, że będą likwidowane wojewódzkie, ale pamiętajmy o tym, że będą likwidowane pewne szyldy. To nie znaczy, że znikną ludzie, zadania czy pojazdy i kompetencje. Założenie do projektu było następujące: od lat problemem była mała elastyczność Inspekcji , choćby przywołany wcześniej przypadek Budziska, czyli problem w określonym punkcie kraju. Budzisko – granica, Gdańsk – port kontenerowy, trzeba przerzucić ludzi z innych jednostek, po to by realizowali tam swoje zadania. I niestety w obecnym stanie prawnym tego typu delegowanie ludzi, aby działali poza terenem macierzystego województwa jest na granicy prawa. Ci ludzie, tak naprawdę, nie mieli możliwości wydawać decyzji administracyjnych, no bo oni nie są pracownikami właściwych dla miejsca kontroli inspektoratów. Jeśli chcielibyśmy patrzeć szeroko, to w grę wchodzą także kwestie potencjalnej strategii antykorupcyjnej. Być może kontrole w firmach na terenie działania danego inspektoratu, powinni przeprowadzać ludzie z zupełnie innych jednostek. Tak, żeby nie było dyskomfortu dla inspektorów. Każdy z nas żyje wśród ludzi, ma określone kręgi znajomych, przyjaciół. Mogą pojawić się pytania, wątpliwości o to czy te relacje osobiste nie wpływają na charakter wykonywanych czynności. I do czego, tak naprawdę, sprowadzić się ma reforma, którą przeprowadzamy. Inspekcja aktualnie znalazła się w nieciekawej sytuacji, w której mamy jedną strukturę centralną, czyli Główny Inspektorat Transportu Drogowego i struktury terenowe. Mamy Główny Inspektorat Transportu Drogowego, jako całość, i 16 wojewódzkich inspektoratów, które realizują zadania inspekcyjne. Oprócz tego inspekcja otrzymała w ostatnich latach nowe kompetencje i nowe zobowiązania. Działa 10 delegatur terenowych, które realizują zadania radarowe oraz z zakresu SEPO, czyli systemu elektronicznego poboru opłat. Jedna formacja na szczeblu terenowym ma dwie „rozjeżdżające się” struktury, co jest w ogóle nie do przyjęcia. Każda z tych dwóch struktur terenowych posiada różne budżety, nie ma możliwości alokacji ludzi, a o braku możliwości wspierania budżetowego wojewódzkich inspektoratów przez nas już nie wspomnę. Rozwiązanie było tylko jedno – jedna z tych struktur musi formalnie zniknąć.
Wyszło na to, że delegatury mają więcej atutów, niż wojewódzkie inspektoraty. Stąd założenie, prozaiczne i proste, likwidujemy wojewódzkie inspektoraty, jako szyld, 16 struktur. Natomiast aktywa, czyli ludzie, czyli know-how, pojazdy służbowe, budynki przenosimy do 10 delegatur.
Truck Auto.pl: Czy w związku z tym liczba etatów będzie zredukowana?
Tomasz Połeć: Raczej postrzegłabym to jako redukcję, ale kosztów. W naszym szacunku budżet państwa zaoszczędzi około 10% dzięki temu, że instytucja będzie postrzegana, jako jedna całość. Nie ma sytuacji, w której będziemy się pozbywać ludzi, którzy są wartością Inspekcji Transportu Drogowego. Pamiętajmy o tym, że na tle innych instytucji kontrolnych jesteśmy dość nieliczni. Policja ma sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi, kilkanaście tysięcy Straż Graniczna czy Służba Celna. Inspekcja, która ma teraz niespełna 500 inspektorów jest naprawdę elitarną i ekskluzywną formacją. Pozbywanie się nawet kilkudziesięciu ludzi to są niepowetowane straty. Inspektorzy maja ogromną wiedzę i doświadczenie. Takich ludzi nie ma, od tak, na rynku pracy.
Rozmawiał: Zbigniew Witamborski


 

Katagoria: Sprawy przewoźnicze
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 6 lat temu.