Select Page


Rynek profesjonalistów


 

Z prof. dr hab. Zdzisławem Kordelem, wykładowcą Uniwersytetu Gdańskiego rozmawia Dominika Dominiak-Nowakowska.

Truck Auto.pl: 4 grudnia br. był kolejnym historycznym dniem dla polskich przedsiębiorców transportowych. W jakim stopniu nowe zmiany sprawiły przewoźnikom trudności w realizacji?

Zdzisław Kordel: Środowisko tak naprawdę do momentu wskazanej daty nie było zainteresowane tym, co nastąpi. Sądzę, że na własne życzenie, dlatego, że od wielu lat można zaobserwować brak zainteresowania przewoźników czytaniem czegokolwiek. Pomimo, iż istnieje ponad 30 organizacji transportowych w Polsce, to z wiedzą w świecie transportu jest kiepsko. Tym bardziej jest to widoczne podczas organizowania różnorodnych spotkań tematycznych, którymi mało, kto jest zainteresowany. O nowych rozporządzeniach było wiadomo już w zeszłym roku. Data 4 grudnia jest tak naprawdę umowna. Przede wszystkim powinniśmy mieć własną ustawę o Transporcie Drogowym, która by implementowała rozwiązania dotyczące regulacji unijnych.

Zmiany dotyczą jakościowej strony funkcjonowania transportu. Porządkują w pewnym sensie rynek związany z warunkami dostępu i wykonywania zawodu przewoźnika, które dotyczą również transportu autobusowego. Warunkiem otrzymania licencji transportowej jest posiadanie bazy eksploatacyjnej, czyli transportowej. Mówiąc krótko terenu, który tam został zdefiniowany jako miejsce odgrodzone, niedostępne dla innych osób, pozwalające na ciągłe funkcjonowanie transportu z zachowaniem warunków ochrony środowiska. Dla niektórych przewoźników jest to kłopot. Duże przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej 50 pracowników, dawno już posiadały bazy. Nie mniej jednak pozostała część przewoźników, których jest powyżej 75 proc., czyli mikroprzedsiębiorstwa posiadające 1-4 auta, zatrudniające do 9 osób, trudno żeby taką bazę posiadały. Nie sądzę również, aby ją zbudowały. Oznacza to, że rozpoczęły podpisywanie umów z posiadaczami takich baz. Wszystko po to, żeby wykazać, że spełniają warunki rozporządzenia. Wpłynie to na wzrost kosztów działalności. Z drugiej strony analizując podnosi się jakość całego rynku transportowego. Nie mogę sobie wyobrazić, że w różnych rejonach Polski samochody ciężarowe stoją pod blokami. Trzeba sobie powiedzieć jasno, albo rynek transportu jest profesjonalny, albo partyzancki. Aktualnie nie da się ukryć, że mamy w sumie rynek w dużej części partyzancki.

Kolejna istotna sprawa, to zabezpieczenia w wysokości 50 tys. EUR. Grono małych firm będzie miała z tym problem. Do tej pory kwota zabezpieczenia była znacznie niższa – 9 tys. EUR na pierwsze auto i 5 tys. EUR na każde kolejne. Niezależnie jaka forma zabezpieczenia to będzie – gotówka, nieruchomość, gwarancja bankowa.

Truck Auto.pl: Konieczność posiadania siedziby, bazy eksploatacyjnej, właściwego zaplecza technicznego i administracyjnego, zmiana zasad dokumentowania sytuacji finansowej. Czy transport drogowy będzie jeszcze opłacalny dla przewoźnika i zleceniodawcy?

Zdzisław Kordel: Jestem przekonany, że UE realizuje politykę zrównoważonego rozwoju, która prowadzi do schłodzenia rynku transportowego. Stąd też wzięło się niezbyt mądre hasło „Tiry na tory”. Na pewno dobrym rozwiązaniem będzie przyszłościowo przerzucenie części transportu z ruchu drogowego na kolejowy czy żeglugę śródlądową. Jest to dobra alternatywa zważając na nowe regulacje, rosnące ceny paliwa, opłaty ekologiczne i opłaty za korzystanie z dróg. Jeżeli policzymy koszty transportu drogowego, to w wielu przypadkach okaże się, że przestaje on być opłacalny dla klientów. Prawdę mówiąc jest najdroższą formą transportu. Przyszłość mógłby mieć transport intermodalny, chociaż rozmawiamy o tej formie od 40 lat. W sferze teoretycznej mamy to doskonale rozpracowane, natomiast znacznie gorzej z realizacją. Nikt szczególnie nie chce się podjąć takiej działalności. Innym ważnym aspektem jest fakt, że tempo wzrostu infrastruktury nigdy nie wyprzedzi tempa przyrostu przemysłu samochodowego. Nasza płynność na drogach będzie coraz mniejsza. Właściwie nie ma logicznego wytłumaczenia, dlaczego ładunki ze Śląska do Gdańska mają odbywać się w ruchu drogowym. Żadnego ekonomicznego z punktu widzenia makro. Z punktu widzenia mikro oczywiście ma, gdyż kierowca i przewoźnik, póki co zarabiają. Ten zarobek oczywiście w coraz większej części topnieje. Zleceniodawcy przerzucają ten koszt na sprzedawane produkty, więc ostatecznie zapłaci konsument. Wszystko jednak ma swoją granicę. Dlatego też nie wyobrażam sobie, aby na wspomnianych trasach nie wykorzystać transportu kolejowego lub kombinowanego.

Truck Auto.pl: Osoby zarządzające w firmie transportowej w świetle nowego prawa ponoszą bardzo dużą odpowiedzialność właściwie za całe przedsiębiorstwo – od realizacji zleceń po kwestie księgowe. W grę wchodzi możliwość utraty Certyfikatu Kompetencji Zawodowych. Czy można spodziewać się zwiększonego zapotrzebowania na kierowników z certyfikatem? Czy oznacza to, że ich pensje wzrosną?

Zdzisław Kordel: Nałożono ograniczenia w posługiwaniu się Certyfikatem Kompetencji Zawodowych. Osoby dysponujące tym dokumentem mogą obecnie pracować maksymalnie w czterech przedsiębiorstwach i sprawować pieczę nad maksymalnie 50-cioma autami. Oznacza to, że jeżeli firma ma flotę opiewającą na 100 aut, to potrzebuje w tym momencie dwie osoby zarządzające legitymujące się CKZ. Wcześniej nie było żadnych zapisów w tym zakresie. Dodatkowo wprowadzono zwiększony zakres odpowiedzialności. Można powiedzieć, że dzięki temu tworzy się rynek inteligentny. Posiadacze certyfikatów mogą zacierać ręce, gdyż będą przez przedsiębiorstwa poszukiwani. Być może firmy opracują strategię, która będzie zakładała wysyłanie dotychczasowych pracowników na kurs i egzamin w zakresie CKZ. Jest to bardzo dobre zabezpieczenie dla przedsiębiorców. Przede wszystkim dlatego, że w momencie kiedy w firmie zabraknie osoby z certyfikatem, natychmiast traci się licencję. Będzie to swoisty szok dla przedsiębiorców, którzy będą mieli sprzęt w leasingu, a nie będą mogli wykonywać usług. Zarządzanie zaczyna być zawodem do którego wymagane są odpowiednie kompetencje.

Truck Auto.pl: Wszyscy wiemy, że ważnym ogniwem gospodarki jest transport. Mimo to, koszty realizacji transportu wciąż rosną. Wprowadzone wymogi generują wzrost wydatków notowanych przez przedsiębiorstwa transportowe. Jednocześnie rosną ceny paliw. Jaką szansę mają małe rodzinne firmy transportowe, aby przetrwać w gąszczu nowych dyrektyw unijnych i rosnących kosztów?

Zdzisław Kordel: Rzeczywiście może zaistnieć taka sytuacja, że nie wszystkie przedsiębiorstwa podołają. Przyczyną jest jednak dążenie do stworzenia profesjonalnego rynku przewozów i pozostawienie jedynie firm na odpowiednim poziomie. Będzie to skutek w dużej mierze rosnącego poziomu kosztów. Ciężko określić, które z firm transportowych mogą zawiesić działalność. Nie jest regułą, że będą to firmy z małą flotą, przykładowo do 5 aut, czy też duże mające 50 samochodów. Dla mnie największe szanse mają przedsiębiorstwa o szerokim zakresie usług, typu transport-logistyka-magazynowanie. Gorzej będzie tym, którzy są wyłącznie przewoźnikami bez innych dodatkowych czynności.

Ratunkiem dla takich firm jest podwykonawstwo dla większego partnera, pod jego barwami firmowymi. Z drugiej strony uważam, że skoro regulujemy rynek, to powinniśmy regulować również ceny. Niestety obecnie mamy taką sytuację, że przewoźnicy sami sobie psują rynek poprzez niczym nieuzasadnione obniżenie stawek. Czyli mamy do czynienia z niezdrową konkurencją. Wprowadzenie taryf w transporcie uzdrowiłoby relacje przewoźnik – zleceniodawca oraz ratowałoby sytuację ekonomiczną wielu firm. I wcale nie byłoby to łamanie konkurencyjności. Widełki w stawkach za kilometr były granicami, w jakich firmy mogłyby konkurować. Natomiast unikalibyśmy sytuacji, że przewoźnikowi nie starcza na paliwo lub jego błędne kalkulacje nie obejmowałyby amortyzacji taboru. Zachodni przewoźnicy nie mają taryf, ale też nikt z nich nie zaoferuje klientowi ceny poniżej swojej opłacalności. Dzięki takiemu działaniu nie wyniszczają się wzajemnie – nie zabraknie im na paliwo czy pensje kierowcy. Pamiętajmy, że obecne targowisko z jakim mamy do czynienia w Polsce nie gwarantuje czynnika jakim jest możliwość odtworzenia taboru.

DOMINIKA DOMINIAK-NOWAKOWSKA


 

Katagoria: Sprawy przewoźnicze
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 6 lat temu.