Select Page


I kto tu jest mordercą…


 

Od lat, jak bumerang, powraca sprawa kierowców ciężarówek, określanych mianem drogowych troglodytów. Ba, padają znacznie mocniejsze słowa nawet z gatunku „drogowych morderców”. Jak ma się do tego śmierć kierowcy, który zmarł po ugodzeniu bryłą lodu zrzuconą z wiaduktu przez małoletnich bandytów?
Stereotyp żyje długo. Wśród kierowców osobówek od dawna funkcjonuje fałszywy obraz kierowcy ciężarówki, który z morderczą pasją rozbija się po drogach, wymusza czy wyprzedza na trzeciego według zasady „duży może więcej”. Tymczasem prawda jest uzupełnia inna. Zawodowi kierowcy powodują jedynie minimlaną liczbę wypadków na polskich drogach. W sytuacjach kryzysowych nierzadko sami, z „wyboru” wypadają z drogi, aby uniknąć zderzenia z osobówką.
Mało, kto zdaje sobie sprawę, jak ryzykowny jest to zawód. Śmierć kierowcy z Lublina jest niemal książkowym przykładem, na jakie ryzyko w trasie są narażeni kierowcy. Bandyckie napady to niemal chleb powszedni truckerów. I to nie tylko w odniesieniu do frachtów zza Bug, ale także w tzw. Zachodniej Europie. Media nieraz donosiły o napadach na polskie TIR-y w Wielkiej Brytanii czy innych krajach Starej Unii.
 Nikogo nie chcę odstraszać od tego ciekawego zawodu, warto jednak pamiętać, że kierowca to ciekawy, choć trudny i ryzykowny zawód. Warto też pamiętać, że stereotyp nie ma nic wspólnego z prawdą.


 

Katagoria: Komentarz Bolesława Milewskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 5 lat temu.