Select Page


Ile jest wart podpis strony rządowej?


 

Do dialogu trzeba dwojga. Tak mi się wydawało do początku listopada. Kiedy 2 czerwca podpisywaliśmy porozumienie z rządem w ramach „pakietu antykryzysowego dla polskiego transportu” miałem nadzieję, że wiele palących tematów zostanie szybko rozwiązanych. Jednym z nich było zamrożenie cen winiet, do czasu przejścia na elektroniczny system poboru opłat.

Nie doceniłem kreatywności urzędników. Wierny zasadom starej szkoły, że dane słowo, ba, poświadczone podpisem, jest wartości samą w sobie, nienaruszalną. Srogo się zawiodłem. Oto z początkiem  listopada Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło projekt zmiany rozporządzenia w sprawie opłat za przejazd po drogach krajowych. I tak z początkiem roku winiety po prostu mają podrożeć. Powód: zmiana kursu euro wobec złotego, a mechanizm, co robić w takim przypadku  dokładnie określa w unijna dyrektywa 1999/62/WE.

Jak zatem można warzyć podpis prominentnego urzędnika państwowego, tudzież przedstawiciela ważnej komisji sejmowej, skoro i tak dyrektywa robi swoje. W ten sposób można podpisać tysiące porozumień, a potem skreślając je jednym ruchem, powołując się na taką czy inną regulację unijną. Czy zapisy prawa unijnego nie powinny być znane osobom, które podpisują tak ważne dla branży dokumenty? Czy „pakiet antykryzysowy” to tylko papier? Jak można prowadzić firmę transportową, nie czując się podmiotem, ale przedmiotem polityki w własnym kraju? To w końcu, kto jest dla kogo, czy my dla urzędników, czy urzędnicy dla nas? Takich pytań można stawiać wiele.

Tymczasem przytoczę tylko liczby, które obrazują, w jakie fatalnej kondycji jest nasza branża. Od początku roku z rynku znikły 42 firmy przewozowe. Do końca 2009 r. żywot zakończy ponad 400 polskich firm transportowych.

Bolesław Milewski


 

Katagoria: Komentarz Bolesława Milewskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 8 lat temu.