Select Page


Co by tu jeszcze spieprzyć


 

„Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze?”

Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze? Słowa tego wiersza Wojciecha Młynarskiego jak ulał pasują do obecnej rzeczywistości roku pańskiego 2009 i niektórych pomysłów szykowanych dla branży transportu drogowego przez rząd. Przykładem takiego destrukcyjnego działania są niektóre z proponowanych nowych rozwiązań dotyczących przewozu drogowego towarów niebezpiecznych zawarte w opracowanym w Ministerstwie Infrastruktury projekcie ustawy o przewozie towarów niebezpiecznych (wersja z dnia 28 sierpnia 2009 r.). Projekt ma określać zasady podejmowania i wykonywania działalności w zakresie krajowego i międzynarodowego przewozu drogowego, koleją i żeglugą śródlądową towarów niebezpiecznych oraz organy właściwe do sprawowania kontroli tej działalności. Z projektem tym można się zapoznać na stronie internetowej Biuletynu Informacji Publicznej Ministerstwa.
Projekt wśród wielu ujętych w nim kontrowersyjnych rozwiązań określa nowe zasady uzyskiwania przez kierowców przewożących towary niebezpieczne zaświadczenia ADR. Kierowca, aby uzyskać ten dokument, obowiązany będzie uczestniczyć w zajęciach na odpowiednim kursie ADR, a następnie złożyć z wynikiem pozytywnym egzamin kończący kurs przed komisją egzaminacyjną. Na pozór jest to rozwiązanie niewnoszące nic nowego. Niestety diabeł tkwi w szczegółach, a w szczególności w organizacji egzaminu kończącego szkolenie. Dziś komisję egzaminacyjną powołuje jednostka prowadząca szkolenie, z zastrzeżeniem że jej przewodniczącym jest zawsze przedstawiciel marszałka województwa, który odpowiada za nadzór nad tymi kursami. Egzamin jest przeprowadzany w formie testów, do których pytania opracowuje Transportowy Dozór Techniczny. Taka organizacja egzaminu jest prosta, efektywna, szybka i co najważniejsze tania. W trakcie kilku dni kierowca ma możliwość odbycia szkolenia, zdania egzaminu i uzyskania zaświadczenia wydawanego przez jednostkę szkolącą. Całkowite koszty egzaminu dla 10-osobowej grupy wynoszą teoretycznie 320 zł – co wynika z obowiązujących stawek dla członków komisji /2×100 zł/i dla jej przewodniczącego /120 zł/ – czyli w ostatecznym rezultacie po 32 złote na każdą uczestniczącą w kursie osobę. Testowa forma egzaminu powoduje, iż rzetelny nadzór jest prosty, a do oceny końcowego rezultatu poza uczciwością nie potrzeba żadnych dodatkowych i szczególnych kwalifikacji. Trzeba też wskazać, iż w odróżnieniu od wielu innych egzaminów, których organizację określa minister właściwy do spraw transportu, egzaminy kończące kurs ADR nie wiązały się do tej pory z jakimikolwiek aferami, a ich rzetelność nie była przez nikogo kwestionowana. Także statystyki wypadków drogowych i innych zdarzeń jednoznacznie potwierdzają, iż kierowcy przewożący towary niebezpieczne są na naszych drogach najbezpieczniejszymi kierowcami i stanowią jedną z najbardziej wykwalifikowanych, znakomicie wyszkolonych grup zawodowych w transporcie i ruchu drogowym. Zresztą taka sama lub zbliżona organizacja uzyskiwania zaświadczeń ADR obowiązuje praktycznie we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.
Niestety ministerstwo postanowiło „udoskonalić” obowiązujący system i zaproponowało zasadę, iż egzamin kończący kurs przeprowadzać ma zewnętrzna komisja powoływana przez jednostkę podlegającą Ministrowi Infrastruktury, która jednocześnie wydawać będzie zaświadczenia ADR. Opłaty za egzamin zostały określone jako nie wyższe niż 25 % kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Ponieważ w lipcu takie wynagrodzenie wynosiło 3361,90 zł oznacza to, iż przedsiębiorca zatrudniający kierowcę przewożącego towary niebezpieczne może w przyszłym roku zapłacić za egzamin kończący kurs ADR nawet do 840 zł za osobę. Do tego dojdzie jeszcze opłata za wydanie zaświadczenia, która zgodnie z projektem może wynosić aż 50 zł. Razem koszty za egzamin i dokument mogą wynieść 890 zł. To jednak nie koniec kosztów. Ponieważ egzamin będzie przeprowadzany na zasadach bardzo podobnych do egzaminu na certyfikat kompetencji zawodowych przewoźnika, to z pewnością będzie organizowany w kilku lub kilkunastu wybranych na terenie całego kraju ośrodkach, w terminach wyznaczonych przez ministerialną jednostkę. Tym samym kierowca będzie zmuszony dojechać nawet kilkadziesiąt kilometrów na egzamin. Zakładając, iż koszt dojazdu w obie strony wyniesie 60 zł, to przedsiębiorca będzie zmuszony wydać na jednego kierowcę w skrajnym przypadku aż 950 zł. Dla dużych firm, zatrudniających ok. 100 kierowców przewożących towary niebezpieczne, oznacza to w okresie 5-letnim dodatkowy wydatek w wysokości 100000 zł. Dodatkowym utrudnieniem i uciążliwością może być okoliczność, iż pomiędzy szkoleniem a uzyskaniem zaświadczenia może upłynąć nawet kilka tygodni. Ciekawa może być też zdawalność, bo jak do tej pory znaczna część organizowanych przez resort egzaminów charakteryzuje się zdawalnością na poziomie kilkunastu procent. Jeśli ta sama tendencja cechować będzie proponowane egzaminy ADR, to oprócz dodatkowych kosztów za kolejne podejścia, w krótkim okresie czasu nastąpi dezorganizacja pracy w firmach przewozowych spowodowana czasową utratą uprawnień kierowców. Tę dezorganizację pogłębi propozycja, aby w przypadku niezłożenia egzaminu w terminie określonym dla przedłużenia świadectwa ADR, kierowca zmuszony był ponownie odbywać szkolenie początkowe. W efekcie tych „udoskonaleń” systemu można się spodziewać, iż pełne ręce roboty będą miały zagraniczne ośrodki szkoleniowe (na Litwie, Słowacji lub w Czechach), które zgodnie z umową ADR mogą wystawiać  polskim kierowcom świadectwa według zasad obowiązujących w tych krajach.
Po co więc to wszystko? Dlaczego wprowadza się rozwiązanie, które powoduje wzrost opłat za egzamin i uzyskanie dokumentu o 3000%!!! Nie wiadomo, gdyż w uzasadnieniu do projektu próżno szukać odpowiedzi na to pytanie. Właściwie cały ten dokument (zwany uzasadnieniem) wbrew swojej nazwie nic nie uzasadnia, a jego treść sprowadza się do zreferowania artykuł po artykule zawartych w ustawie rozwiązań. Tym samym czytelnik projektu jest sprowadzony do poziomu idioty, który nie rozumie jego treści i trzeba mu ją powtórzyć prostszymi słowami, a odpowiedź na pytanie: po co i dlaczego przerasta jego możliwości intelektualne, a więc nie warto jej zamieszczać.
Pewien trop co do intencji projektodawców odnaleźć można jedynie w dokumencie nazwanym „Ocena Skutków Regulacji”, gdzie znajduje się zdanie mówiące o tym, że tylko powoływanie komisji przez ministerialną jednostkę może zapewnić jej bezstronność. Oznacza to, iż w ocenie Ministerstwa Infrastruktury samorządowi urzędnicy powoływani na przewodniczących komisji przez marszałków województwa nie mogą być bezstronni!!! Co ma bezstronność przy testowej formie zdawania egzaminu tego nie wiem i nie rozumiem. Chyba, że chodzi po prostu o ordynarne fałszowanie wyników testu, do którego to przestępstwa być może – zdaniem autorów projektu – bardziej skłonni są urzędnicy samorządowi. Niemniej niezależnie od kontekstu wypowiedzi zawartej w OSR, jest ona bulwersująca sama w sobie i na miejscu każdego z marszałków rozważyłbym ostry protest skierowany na ręce Prezesa Rady Ministrów, a przewodniczącym dotychczasowych komisji radziłbym rozważenie wystąpienia z odpowiednim powództwem skierowanym w stosunku do osób wskazanych na stronie internetowej ministerstwa jako autorzy projektu.
Przedstawiona wraz z projektem „Ocena Skutków Regulacji” zawiera jeszcze inne bulwersujące stwierdzenia takie, jak brak wpływu proponowanej regulacji na rynek pracy oraz brak wpływu w omawianym zakresie na konkurencyjność gospodarki i przedsiębiorczość, w tym na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Te stwierdzenia pozostawiam bez komentarza, bo jest on oczywisty.
Rodzi się jednak pytanie, czy tak ma wyglądać tanie państwo? Czy tak ma wyglądać przyjazna wobec przedsiębiorców polityka rządu? Czy takie mają być działania pomagające w wychodzeniu z kryzysu polskiej gospodarki, a w szczególności działania ratujące polski transport drogowy? Nie wiemy i możemy jedynie mieć nadzieję, iż nie chodzi w tym przypadku wyłącznie o kolejny skok na kasę dla zainteresowanych osób.
Co by tu jeszcze…

Maciej Wroński
OZPTD


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: , , , , , , ,
Opublikowano 8 lat temu.