Select Page


Czy czekają nas zmiany w przepisach ruchu drogowego?


 

Inicjatywa poselska
28 maja br. podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zapowiedziano wprowadzenie szeregu zmian w przepisach związanych z ruchem drogowym. Jako jedną z ważniejszych propozycji wskazano pakiet zmian związanych z prędkością pojazdu, której przekroczenie jest według Policji podstawową przyczyną wypadków drogowych. Parlamentarny Zespół zaproponował:
– wprowadzenie odpowiedzialności administracyjnej za naruszenia ujawnione za pomocą fotoradaru lub innego -urządzenia automatycznie rejestrującego prędkość pojazdu,
– ukrycie fotoradarów poprzez zniesienie obowiązku ich oznakowania, obniżenie limitu prędkości na autostradach i drogach ekspresowych odpowiednio do 130 i 120 km/h,
– zlikwidowanie 10 km marginesu tolerancji dla kierowców jadących ze zbyt dużą prędkością, surowsze traktowanie zawodowych kierowców wykonujących przewozy pasażerskie lub towarowe, w tym powiązanie punktów karnych zdobytych przez tych kierowców ze składką na ubezpieczenie OC.
Błędne założenia
Nadmierna prędkość jest rzeczywiście bardzo poważnym problemem dla bezpieczeństwa. Ma ona kolosalny wpływ na skutki wypadków drogowych. Często zaledwie różnica 10 km/h w prędkości pojazdów decyduje o życiu lub śmierci uczestników kolizji. Należy jednak stanowczo skończyć z mitem, iż przekroczenie prędkości stanowi główną przyczynę wypadków na naszych drogach. Takie stwierdzenia rozgrzeszają wszystkich odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa na naszych drogach, całą winę za wypadki zrzucając na kierowców. Tymczasem na powstanie tragedii na drodze składa się cały szereg przyczyn, wśród których niebagatelną rolę odgrywa stan istniejącej infrastruktury drogowej oraz warunki ruchu. Nadmierna prędkość często jest jedynie okolicznością towarzyszącą zdarzeniu drogowemu, która oczywiście pogłębia jego skutki. Dlatego też żadne działania o charakterze policyjnym nie wyeliminują wypadków z pieszymi, dopóki będą oni zmuszeni poruszać się po drogach pozbawionych chodników, a czasem także i poboczy. Piesi będą niestety ginęli dotąd, dopóki nie wyprowadzimy ruchu tranzytowego z małych wiosek i miasteczek, przez których środek prowadzą drogi krajowe. Działania administracyjne i represyjne mogą w takiej sytuacji zmniejszyć w liczbę wypadków z pieszymi, natomiast ich nie wyeliminują.
Utrwalone stereotypy
Wróćmy jednak do propozycji poselskich, wśród których najbardziej kontrowersyjną dla branży transportowej wydaje się być propozycja zaostrzenia sankcji dla zawodowych kierowców oraz powiązanie systemu punktowego z ubezpieczeniem OC posiadacza pojazdu. Pomysł ten nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego, gdyż wbrew obiegowym opiniom lansowanym przez opiniotwórcze media, kierowcy wykonujący przewozy drogowe należą do najbezpieczniejszej grupy uczestników ruchu drogowego. Świadczą o tym statystyki wypadków drogowych, zgodnie z którymi głównymi sprawcami wypadków są kierujący osobówkami amatorzy, a w szczególności posiadacze prawa jazdy kategorii B w wieku od 18 do 24 lat. Gdy dodatkowo uwzględnimy fakt, iż zawodowi kierowcy przejeżdżają w ciągu roku kilkunastokrotnie większe dystanse od kierujących samochodami osobowymi, to okaże się że wypadkowość wśród profesjonalistów jest o cały rząd wielkości mniejsza. Dlatego jedynym skutkiem wdrożenia tego pomysłu byłyby poważne kłopoty na rynku pracy kierowców, w tym dalszy spadek prestiżu tego ważnego dla gospodarki zawodu, zmniejszenie ilości chętnych do  podjęcia pracy w charakterze kierowcy oraz odchodzenie do innych zawodów doświadczonej kadry.
Odpowiedzialności zbiorowa
Pomysł na zwiększanie składki ubezpieczenia OC posiadacza pojazdu, którym kierował sprawca przekroczenia dopuszczalnej prędkości, należy ocenić jako powrót do dawno odrzuconej w demokratycznych państwach prawnych zasady zbiorowej odpowiedzialności. Jest on sprzeczny zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i z Konstytucją RP. W wielu przypadkach kierowcą pojazdu jest zupełnie inna osoba niż jego właściciel lub posiadacz. W przypadku przedsiębiorstw wykorzystujących pojazdy samochodowe do przewozów drogowych taka sytuacja jest zazwyczaj regułą. Tym samym swoistą karę finansową jaką jest podniesienie wysokości składki ubezpieczenia komunikacyjnego miałby ponosić Bogu ducha winny przedsiębiorca posiadacz pojazdu, a nie jego kierowca.  Należy przy tym dodać, że zaproponowane rozwiązanie w żaden sposób nie miałoby wpływu na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. A jedynym beneficjentem tego z piekła rodem pomysłu będą firmy ubezpieczeniowe, które już dziś bez żadnej dodatkowej regulacji prawnej windują ceny polis ubezpieczenia OC do astronomicznego poziomu.
Powrót do odrzuconych rozwiązań
Pewne obawy budzi także pomysł na wprowadzenie odpowiedzialności administracyjnej dla kierowców przekraczających dopuszczalną prędkość. Oczywiście jest faktem, iż dotychczasowa procedura w sprawach o wykroczenia uniemożliwia efektywną walkę z prawdziwymi piratami drogowymi. Obecne przepisy pozwalają na handel punktami karnymi oraz przedłużanie w nieskończoność trwającego postępowania. Na dodatek działania Policji i innych organów są w tej sprawie bardzo kosztowne dla podatnika. Z drugiej strony przewoźnicy poznali na własnej skórze złe strony postępowania administracyjnego w sprawie nałożenia kar pieniężnych. Do jego wad często należą: oderwanie kary od winy, brak możliwości lub ograniczona możliwość uwolnienia się od niesłusznie nakładanej kary, możliwość nieograniczonej od góry kumulacji łącznie nakładanych kar, rygor natychmiastowej wykonalności nałożonej sankcji i wiele innych złych rozwiązań. Kilka z nich było powodem odrzucenia przez Trybunał Konstytucyjny pierwszej próby wdrożenia systemu automatycznego nadzoru ruchu drogowego opartego o zasadę odpowiedzialności administracyjnej. Dlatego też ostateczna ocena tego pomysłu będzie możliwa dopiero, gdy posłowie przedstawią konkretne rozwiązania.
Polowanie na kierowców
Dość kontrowersyjną inicjatywą jest propozycja ukrycia fotoradarów poprzez zlikwidowanie obowiązku oznakowania miejsca ich ustawienia. Pomysłodawcy wskazują, że usunięcie znaków D-51 „kontrola prędkości – fotoradar” spowoduje niepewność co do możliwej kontroli prędkości i będzie miało wpływ na zachowanie kierowców na wszystkich drogach. Niestety takie przekonanie jest co najmniej iluzoryczne. Przecież już dziś kierowca może się spodziewać w każdym nieoznakowanym miejscu kontroli policji stosującej przenośne urządzenia rejestrujące. W tej sytuacji ustawienie nieoznakowanego fotoradaru nie wpłynie w znaczący sposób na poziom bezpieczeństwa na zagrożonym wypadkami odcinku drogi, przy której urządzenie to zostało ustawione. Jedynym efektem będzie zwiększona liczba mandatów. Miejmy nadzieję, iż jest to jedynie nie do końca przemyślany pomysł, a nie próba wprowadzenia skuteczniejszej metody polowania na kierowców.
Kontrowersyjne praktyki
Zresztą już dziś kierowcy mają wrażenie, że sposób ustawienia znaków drogowych i urządzeń do automatycznej rejestracji naruszeń wynika wyłącznie z chęci pozyskania pieniędzy do budżetu, a nie z troski o poprawę bezpieczeństwa. Jako przykład można wskazać ustawianie fotoradarów bezpośrednio za znakiem oznaczającym obszar zabudowany. W przypadku samochodów osobowych, kierujący tymi pojazdami po zauważeniu znaku drogowego są w stanie zmniejszyć prędkość do 50 km/h jeszcze przed wjazdem w granice oznakowanej miejscowości. Niestety w przypadku 40 tonowego zespołu pojazdów nie jest to już takie proste. Aby bezpiecznie zmniejszyć prędkość załadowanego normatywnie „TIR-a” potrzebne jest czasem nawet kilkaset metrów. Tym samym „sprytnie” ustawiony przez gminną straż fotoradar ma w przypadku większych pojazdów kilkudziesięcioprocentową skuteczność, także w stosunku do kierowców stosujących się do zasad ruchu drogowego. Tylko czy takie praktyki mają coś wspólnego z działaniem na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego?
Wolniej na autostradach drogach ekspresowych
Kolejną propozycją parlamentarzystów jest obniżenie dopuszczalnej prędkości na autostradach do 130 km/h, a na drogach ekspresowych dwujezdniowych do 110 km/h. Zaproponowane zmiany dotyczyć mają pojazdów samochodowych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t. Tym samym ich ewentualne przyjęcie nie powinno mieć bezpośredniego wpływu na przewozy drogowe wykonywane przez przedsiębiorców wykorzystujących autobusy lub pojazdy o dmc powyżej 3,5 t. Trochę inaczej przedstawia się sprawa z propozycją likwidacji dotychczasowej tolerancji urządzeń pomiarowych, wynoszącej 10 km/h. Rodzi to obawy powrotu do sytuacji, w której za prędkość za przekroczenie dopuszczalnej prędkości już zaledwie o 1 km/h nakładana była kara grzywny. W takich właśnie praktykach celowały władze samorządowe z północy Polski, które z fotoradarów zrobiły sobie instrument do łatania gminnego budżetu. Teoretycznie działały zgodnie z prawem, ale czy zgodnie ze zdrowym rozsądkiem? Raczej nie.
Czyżby zapowiedź kolejnych kosztów?
Oprócz zmian związanych z prędkością, Parlamentarna Grupa ds. BRD przedstawiła szereg innych propozycji. Wśród nich najbardziej kontrowersyjnym pomysłem jest wprowadzenie obowiązku używania opon zimowych we wszystkich pojazdach w okresie zimowym od 1 listopada włącznie. O ile takie rozwiązanie może mieć pozytywny wpływ na bezpieczeństwo w przypadku samochodów osobowych, to już ewentualne ich stosowanie w samochodach ciężarowych i ciągnikach samochodowych jest bardzo dyskusyjne. Dla przyczepności dużego zespołu pojazdów większe znaczenie ma bowiem jego prawidłowe obciążenie niż rodzaj użytego ogumienia. Gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę olbrzymie koszty jakie z tego tytułu poniosłaby branża transportowa w postaci zakupu dodatkowego ogumienia, oraz kosztów jego wymiany i magazynowania, to może okazać się, iż jest to przysłowiowy gwóźdź do trumny dla polskich przewoźników.
W dyskusji nad bezpieczeństwem nie może zabraknąć przewoźników
Krytyczna ocena niektórych pomysłów naszych parlamentarzystów dokonywana z punktu widzenia branży transportowej nie oznacza, iż przewoźnicy są negatywnie ustosunkowani do rozsądnych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. Nikomu nie zależy bardziej na bezpieczeństwie niż przedsiębiorcom, którzy codziennie wysyłają na drogi swój warty setki tysięcy złotych majątek. Przedsiębiorcom, którzy osobiście odpowiadają za życie i zdrowie przewożonych pasażerów oraz za przewożone towary warte miliony złotych. Dla tej grupy zawodowej każdy wypadek lub kolizja oznacza poważne straty i może prowadzić do likwidacji firmy. Dlatego też przedstawiciele przewoźników muszą brać aktywny udział w dyskusji nad sposobami zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Pozwoli to na wypracowanie rozsądnych i efektywnych metod działania. Szczególnie, że koszty wypadków drogowych mają swój wymiar ekonomiczny. Według szacunków Banku Światowego z ich powodu tracimy rocznie ok. 3% produktu krajowego brutto.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 6 lat temu.