Select Page


Czyżby koniec Inspekcji Transportu Drogowego?


 

Widmo reform administracyjnych krąży nad Polską i dotyka wszystkie sfery życia społeczno-gospodarczego.

Nie są to jednak reformy dające nadzieję na lepsze życie oraz na ułatwienie poruszania się w gąszczu niezrozumiałych i nieracjonalnych przepisów. Wręcz przeciwnie, reformy przypominają próbę posłodzenia filiżanki herbaty bez używania cukru, za pomocą samego mieszania łyżeczką.
Dobrym przykładem jest tu częściowo wdrożona reforma finansów publicznych, zgodnie z którą najpóźniej do dnia 31 grudnia br. likwidacji ulegają wszystkie gospodarstwa pomocnicze, a wśród nich także Biuro Obsługi Transportu Międzynarodowego. Przypomnijmy, iż BOTM obsługuje obecnie 35 tysięcy firm wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe. Biuro wykonuje swoje obowiązki dobrze i sprawnie. Dzieje się to m.in. dzięki zaangażowaniu i wysokim kwalifikacjom zatrudnionych w biurze pracowników oraz dzięki wypracowaniu przez okres wielu lat zasad dobrej współpracy ze środowiskiem przewoźników. Pomimo to oraz wbrew podstawowej zasadzie racjonalnego działania, polegającej na powstrzymaniu się od ingerencji w sprawnie działający system, od 1 stycznia 2011 r. BOTM przestaje istnieć. Co będzie dalej? Kto i na jakich zasadach będzie wydawał dokumenty niezbędne do realizacji międzynarodowych przewozów? Te kwestie nie są jeszcze w ogóle ustalone. Wiemy natomiast, że w skutek likwidacji BOTM-u na przełomie lat 2010 i 2011 będzie spore zamieszanie, bałagan i opóźnienia w załatwianiu spraw przewoźników wywołane koniecznością przekazywania dokumentacji, zmianami personalnymi oraz być może koniecznością modyfikacji systemu informatycznego. W skrajnych przypadkach realne straty dla poszczególnych firm transportowych, wynikające z bałaganu, pomyłek i opóźnień, mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Po co więc zmieniać coś co działa dobrze? Po co zajmować się rzeczami niepotrzebnymi, gdy wokół jest tyle rzeczy do zrobienia? Chyba tylko po to, aby można było się chwalić w mediach samym faktem robienia reform.

Innym przykładem działań, pozostających na uboczu prawdziwych potrzeb społecznych, są ogłoszone 22 lutego br. założenia do projektu ustawy przewidującej konsolidację wszystkich inspekcji działających na terenie województw. Dotyczy to: Inspekcji Farmaceutycznej, Inspekcji Handlowej, Inspekcji Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Nadzoru Budowlanego, Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcji Ochrony Środowiska, Inspekcji Sanitarnej, Nadzoru Geodezyjnego i Kartograficznego, Konserwatora Zabytków, Inspekcji Weterynarii, a także Inspekcji Transportu Drogowego. Zgodnie z tym projektem wszystkie odrębne dotychczas wojewódzkie inspektoraty mają zostać z dniem 1 stycznia 2011 r. zlikwidowane, a zatrudnieni w nich inspektorzy z tym samym dniem staną się pracownikami urzędów wojewódzkich. Mienie inspektoratów – w tym także pojazdy ITD – ma stać się mieniem urzędu wojewódzkiego. Celem tych zmian mają być oszczędności, wynikające z redukcji zatrudnionych w inspekcjach osób. Zwalniani będą m.in. prawnicy, gdyż prowadzenie spraw administracyjnych ma obsługiwać jedna wspólna dla całego urzędu wojewódzkiego jednostka (np. Biuro Prawne Urzędu). Autorzy zakładają, że prawnik może prowadzić równie dobrze sprawy transportowe, jak i sprawy związane z konserwacją zabytków. Dla nich jest to prawie to samo. Ponadto zakładają oni, że reforma, cyt.: „dla obywateli byłaby dostrzegalna jedynie w postaci spodziewanej poprawy szybkości i jakości obsługi”. Dlaczego tak ma być nie wiadomo, ale przynajmniej dobrze to brzmi. I chyba tylko o to w tym wszystkim chodzi.

A teraz zastanówmy się, jakie realne skutki może przynieść dla branży transportowej zlikwidowanie wojewódzkich inspektoratów transportu drogowego? Wydaje się, że oznaczać to będzie koniec ITD, jako formacji kontrolnej działającej na zasadach zbliżonych do Policji. Urzędnik wojewody, który nominalnie nadal utrzyma tytuł inspektora, znacznie mniej czasu będzie poświęcał na kontrole drogowe. Szef służby cywilnej w województwie – dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego – przypilnuje, aby inspektor pracował wyłącznie w godzinach pracy urzędu. Dlatego możemy zapomnieć o postulowanej przez przewoźników trzyzmianowej pracy inspekcji. Nie będzie także możliwe przesuwanie inspektorów – np. wramach szkolenia – do czasowej pracy na terenie innego województwa. Uniemożliwi to organizowanie akcji podobnych do tej, którą przeprowadzono ostatnio w Budzisku, gdzie przez dłuższy okres sprowadzeni z całego kraju inspektorzy kontrolowali przez całą dobę sposób wykorzystania polskich zezwoleń przez zagranicznych przewoźników wjeżdżających do Polski od strony Litwy.

Jednocześnie będzie się można spodziewać zwiększenia działań typowych dla nadzoru urzędniczego. Z pewnością zwiększy się liczba kontroli w przedsiębiorstwach, kosztem kontroli na drodze. Zamiast zwalczać patologię i nieuczciwą konkurencję tam gdzie ją można wykryć, inspektor – pracownik odpowiedniego wydziału urzędu wojewódzkiego – znacznie częściej zacznie odwiedzać istniejące legalnie firmy przewozowe. Oczywiście do nielegalnej konkurencji inspektor nie trafi, gdyż firm nie będących przewoźnikami nie ma w ewidencjach prowadzonych przez organy wydające licencje. Jest rzeczą oczywistą, że kontroli w przedsiębiorstwie nie da się także przeprowadzić u zagranicznego przewoźnika. Dlatego mniej kontroli na drodze oznacza łatwiejsze życie dla firm wykonujących transport drogowy bez licencji, dla zagranicznych przewoźników „psujących” polski rynek (wykonywanie kabotażu, międzynarodowy przewóz bez zezwolenia itp.), nieuczciwych przewoźników pasażerskich „podbierających” pasażerów na liniach regularnych należących do innych firm oraz dla wielu innych cwaniaczków działających na szkodę uczciwych przewoźników.

W wyniku likwidacji odrębnych biur prawnych i orzecznictwa pogorszy się jakość wydawanych decyzji administracyjnych w sprawach o ukaranie karą pieniężną. Już dziś niektóre z tych decyzji pozostawiają wiele do życzenia, pomimo że przygotowywane są przez pracowników specjalizujących się w prawie transportowym. Dlatego strach myśleć o tym, co się może dziać, gdy decyzja administracyjna inspekcji o nałożeniu kary na przewoźnika opracowywana będzie przez specjalistę od prawa weterynaryjnego. A przecież w dzisiejszych czasach niesłusznie nałożona kara oznaczać może upadłość firmy. Dlatego zamiast zwalniać prawników, należałoby raczej przeprowadzić weryfikację obecnych inspektorów pod kątem ich zdolności do wykonywania zawodu. Nie może być tak, aby inspektor wobec którego w postępowaniu sądowym stwierdzono poświadczanie nieprawdy, fałszowanie dokumentacji i przekraczanie uprawnień mógł nadal wykonywać swoje obowiązki. A taka sytuacja dotyczy dzisiaj jednego z inspektorów z południa Polski. Jest to tylko jeden z wielu przykładów, które moglibyśmy tutaj wskazać jako uzasadnienie potrzeby takiej weryfikacji. Nie oznacza to oczywiście braku szacunku dla większości inspektorów rzetelnie wykonujących swoje obowiązki. To także im potrzebne jest oczyszczenie inspekcji z osób, których zachowanie podważa zaufanie do tej służby. Kompetentna, rzetelna i uczciwa Inspekcja Transportu Drogowego jest potrzebna polskim przewoźnikom, jako odrębna i elitarna formacja.

Wskazane wyżej przykłady negatywnych konsekwencji wchłonięcia inspekcji przez urzędy wojewódzkie, nie wyczerpują wszystkich skutków radosnej twórczości reformatorów. Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego będzie się z uwagą przyglądał dalszym etapom prac nad proponowanymi zmianami i można się spodziewać, że w stosownym czasie zajmie oficjalne stanowisko w tej sprawie.

Maciej Wroński,
OZPTD


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: , ,
Opublikowano 8 lat temu.