Select Page


Dalsze skutki tragedii pod Nowym Miastem


 

Tragiczny wypadek pod Nowym Miastem, w którym zginęło 18 osób pobudził do działania środki masowego przekazu, Policję i Inspekcję Transportu Drogowego. Pomimo, że w kraksie uczestniczył samochód osobowy, to rzeczywista liczba pasażerów przewożonych niezgodnie z przepisami ruchu drogowego oraz rodzaj nadwozia, skojarzyły się naszym środkom masowego przekazu z tzw. busami wykonującymi przewóz drogowy na podstawie ustawy o transporcie drogowym. A ponieważ żyjemy w czasach, gdzie rzeczywistość musi być zgodna z wykreowanym przez media obrazem, służby kontrolne otrzymały polecenie rozpoczęcia akcji kontroli małych autobusów, potocznie nazywanych busami. Co ma piernik do wiatraka nie wiadomo? Ale wiadomo, że dzięki temu media mogą przez kolejne tygodnie żyć wynikami takich kontroli, dopóki nie pojawi się nowy news.

W tym miejscu należy wskazać, że organizacje przewoźników od kilku lat bezskutecznie zwracają uwagę administracji rządowej na nieuczciwą konkurencję w przewozach pasażerskich wykonywaną przez niektórych przedsiębiorców za pomocą małych autobusów, często przerobionych z małych samochodów dostawczych. Należy podkreślić słowo „niektórych przedsiębiorców”, albowiem wrzucanie do jednego worka wszystkich przewoźników wykorzystujących tzw. busy byłoby nieodpowiedzialnym nadużyciem. Niemniej zdarzające się przypadki regularnego podbierania pasażerów z przystanków tuż przed przyjazdem rejsowego autobusu, nieprzestrzeganie ograniczeń prędkości, zaniżanie cen wynikające z niepłacenia podatków i wiele innych nieprawidłowości zdecydowanie psują rynek i prowadzą do upadku prawidłowo działające firmy, które w tych warunkach nie mogą być konkurencyjne.

Mając na uwadze wskazane wyżej problemy na rynku przewozów pasażerskich, trudno jest negatywnie odnosić się do akcji podjętej przez Policję i Inspekcję Transportu Drogowego. Z drugiej jednak strony poważne obawy budzi wrzawa medialna, pojawiające się uogólnienia i pośpiesznie formułowane „pod publiczkę” wnioski. Dziennikarze w swoich komentarzach nie zostawiają suchej nitki na wszystkich przewoźnikach wykorzystujących do przewozu tzw. busy. Każdy przewóz małym autobusem jest w ich opinii realizowany z zagrożeniem życia i zdrowia. Takie stwierdzenia wpisują się niestety w medialną nagonkę na przewoźników drogowych realizowaną przy każdej nadarzającej się okazji. Przykładem takiej nagonki może być finansowana z publicznych funduszy kampania „TIR-y na tory”, która kłamliwie przedstawia pojazdy wykonujące transport drogowy jako głównych sprawców wypadków drogowych w naszym kraju. A przecież statystyki wyraźnie wskazują, że główne zagrożenie w ruchu drogowym stanowią kierowcy samochodów osobowych.

O ile dziennikarze nie są i nie muszą być specjalistami w dziedzinie ruchu i transportu drogowego, o tyle od pracowników administracji powinno się wymagać wyższych standardów w zakresie formułowanych opinii. Niestety głośne akcje medialne wywołują u nich skłonność do populistycznych wypowiedzi. Przykładem może być wywiad, jakiego udzielił jeden z wysokich urzędników wojewódzkich. W jego opinii, panaceum na nieprawidłowości związane z nieprzestrzeganiem przepisów ruchu drogowego, w szczególności w zakresie liczby przewożonych pasażerów, jest podniesienie wysokości nakładanych na kierowców mandatów karnych oraz wprowadzenie dodatkowych kar dla przewoźników. Stwierdzenie takie – w świetle nauki prawa karnego – jest dość naiwne. To nie wysokość kar działa prewencyjnie na potencjalnych sprawców naruszeń, ale ich wykrywalność związana z efektywnością działania służb publicznych. Przekonanie o zbawiennym działaniu wysokich kar prowadzi wprost do praktyk właściwych dla średniowiecza i niestety nie rozwiązuje żadnego problemu. Podobnie można ocenić pomysł nakładania kar za naruszenia przepisów ruchu drogowego na przewoźników. No cóż, budżet na pewno skorzystałby na tym rozwiązaniu, natomiast można być pewnym, że nie zmniejszyłoby to poziomu zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Wracając do sytuacji na drogach należy stwierdzić, że gdyby kontrole były realizowane systematycznie, to żaden kierowca nie odważyłby się zaryzykować kilku mandatów karnych miesięcznie, nawet tych nakładanych w minimalnej wysokości. Niestety Policja sprawdza autobusy głównie przy okazji wakacyjnych wyjazdów dzieci i młodzieży. O systematycznych kontrolach nie można także mówić w przypadku Inspekcji Transportu Drogowego. Tu przewlekłe procedury kontrolne i związana z tym biurokracja powodują, że jeden inspektor może skontrolować zaledwie kilka autobusów dziennie. Może, ale w praktyce zajmuje się dziesiątkami innych spraw, w tym kontrolami wewnątrz przedsiębiorstw. W tym kontekście dość dziwnie brzmi wypowiedź rzecznika Komendanta Głównego Policji, który w jednym z programów telewizyjnych stwierdził, że ci sami zdyscyplinowani za granicą kierowcy, po wjeździe na teren Polski dostają małpiego rozumu. Tą wypowiedzią pan młodszy inspektor strzelił sobie gola do własnej bramki, albowiem wyjaśnienie tej sytuacji jest oczywiste. Niestety umyka ono niektórym przedstawicielom służb kontrolnych, którzy zamiast domagać się doinwestowania i wprowadzenia zmian organizacyjnych w zakresie strategii i taktyki kontroli ruchu drogowego, wolą mówić o konieczności wprowadzenia coraz to wyższych sankcji pieniężnych oraz o rozszerzeniu kręgu podmiotów na które ma być nakładana kara.

Cóż jednak robić, aby przeciwdziałać takim populistycznym propozycjom? Najbardziej skuteczną receptą jest kontrpropozycja wprowadzenia podobnych rozwiązań w stosunku do pomysłodawców. I tak zaproponować można, aby za naruszenia przepisów ruchu drogowego przez funkcjonariusza lub pracownika urzędu prowadzącego samochód służbowy, odpowiadał – na zasadzie winy obiektywnej – także jego bezpośredni zwierzchnik. Kierowca otrzymuje mandat 200 złotych, a jego zwierzchnik administracyjną karę pieniężną w wysokości 2000 złotych. W uzasadnieniu do takiej decyzji można napisać, że zwierzchnik zaniedbał wprowadzenia odpowiednich środków nadzoru mających na celu zapobieżenie takim naruszeniom. Warto też zaproponować wysokie kary pieniężne dla urzędników i ich zwierzchników za każde naruszenie przepisów Kodeksu Postępowania Administracyjnego. W przypadku wielokrotnego naruszenia przepisów KPA, urzędnik traciłby na okres trzech lat możliwość zatrudnienia w administracji publicznej. Taryfikator takich naruszeń może stanowić załącznik do ustawy o służbie cywilnej. Przykładowe propozycje kar: za przekroczenie terminu na załatwienie sprawy nie więcej niż do 10 dni – 1000 złotych, za przekroczenie terminu powyżej 10 dni – 5000 złotych, za brak właściwej podstawy prawnej w wydanej decyzji administracyjnej – 3000 złotych, za nie przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego – 10000 złotych itp. Oczywiście propozycja ta jest równie mądra co obecne przepisy ustawy o transporcie drogowym oraz populistyczne wypowiedzi niektórych urządników.


Maciej Wroński

OZPTD


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 7 lat temu.