Select Page


Gdy rozum śpi budzą się … ustawodawcy!


 

W 2009 r. brukselscy urzędnicy wprowadzili stopniowy zakaz sprzedaży na terenie Unii Europejskiej zwykłych żarówek. Od września ubiegłego roku obejmuje on żarówki o mocy od 60 wat. Tymczasem w niektórych polskich sklepach towar ten wciąż jest dostępny. Nie produkuje się go jednak w polskich fabrykach. Przeważnie jest to import z Chin. Jego legalne wejście na europejski rynek ułatwiają umieszczane przez importera napisy mające świadczyć o specjalistycznym charakterze tych urządzeń. Jedne żarówki sprzedawane są jako grzałki żarowe, inne jako przeznaczone do instalacji ulicznych, a jeszcze inne jako przeznaczone do oświetlenia warsztatów. I tak trafia do europejskiego klienta ten groźny dla przyszłości naszej cywilizacji produkt, który wg Komisji Europejskiej powoduje globalne ocieplenie, a może i nawet epokę lodowcową. A klient, nie patrząc na zagrożenie, instaluje owe „grzałki” lub „uliczne” żarówki w domowych kinkietach i żyrandolach. Jest to przykład tylko jednego z wielu chybionych pomysłów unijnych decydentów, który utrudnia nam życie, powoduje likwidację miejsc pracy w naszych przedsiębiorstwach i zmusza do omijania prawa za pomocą różnych formalnych wybiegów.

Odpowiedzialność zbiorowa w demokratycznym państwie prawnym

Niestety nie tylko unijni biurokraci chcą zbawiać świat za pomocą tworzonego naprędce prawa. Przykładem krajowej radosnej twórczości ustawodawczej są wchodzące w życie z dniem 7 kwietnia br. zmiany w ustawie o transporcie drogowym. Likwidują one możliwość wykonywania usług polegających na odpłatnym przewozie osób samochodami osobowymi innymi niż taksówki lub pojazdy przeznaczone do przewozu więcej niż 7 osób łącznie z kierowcą. Uzasadnieniem dla tej nowelizacji miało być zwalczanie nieuczciwej konkurencji dla taksówkarzy. Konkurenci taksówkarzy wykorzystywali w tym celu licencję na transport drogowy wykonywany samochodem osobowym. Nie oznacza to jednak, że każdy przewoźnik używający samochód osobowy do przewozu osób jest nieuczciwy i podbiera klientów taksówkarzom. Spore grono przewoźników wynajmuje luksusowe pojazdy wraz z kierowcą na imprezy rodzinne (np. śluby lub chrzciny), dla innych przedsiębiorstw stosujących outsourcing w zakresie przewozów osobowych, dla placówek dyplomatycznych i innych instytucji  w celu obsługi wizyt dyplomatycznych lub obsługi wizyt VIP-ów itp. Wobec nich wszystkich zastosowano odpowiedzialność zbiorową w postaci największej dla przedsiębiorców kary – ustawowego zakazu wykonywania dotychczasowej działalności gospodarczej.

Interes taksówkarzy interesem narodu

Warto w tym miejscu spojrzeć na źródło polskiego prawa, jakim jest Konstytucja RP. Zgodnie z tym aktem prawnym polska gospodarka rynkowa oparta jest na zasadzie wolności działalności gospodarczej. Ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. Takim interesem publicznym nie są jednak utracone na skutek nieuczciwej konkurencji zyski jednej z wielu grup przedsiębiorców, jaką są taksówkarze. Należy też wziąć pod uwagę wielokrotnie powoływaną w orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego zasadę proporcjonalności. Wszelkie rozwiązania wprowadzane przez państwo nie mogą być przesadne i nieproporcjonalne do rozwiązywanych za ich pomocą problemów. Zamiast ograniczać wolność gospodarczą wystarczyło skierować odpowiednie siły i środki w celu wyegzekwowania istniejącego prawa. Szczególnie, że wykonywanie kontroli drogowych przewozów pasażerskich należy do obowiązków trzech wszechwładnych służb mundurowych: Policji, Inspekcji Transportu Drogowego i straży gminnej  (miejskiej). Wobec wskazanych wyżej zasad, likwidacja całego segmentu rynku przewozowego, jaką jest przewóz okazjonalny osób wykonywany samochodem osobowym, nie wydaje się być zgodna z Konstytucją. Tym samym ewentualna skarga w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego ma duże szanse powodzenia.

Do ślubu taksówką z postoju

Obrońcy wchodzących w życie rozwiązań wskazują, iż nic nie stoi na przeszkodzie, aby przerobić posiadane przez przewoźników samochody osobowe na taksówki i nadal używać je do wykonywanych przewozów. Oczywiście pod warunkiem uprzedniego uzyskania licencji na transport drogowy taksówką. Jest to jednak ponury żart. Trudno bowiem wyobrazić sobie młodą parę udającą się na swój własny ślub taksówką osobową. Z kolei podstawienie pojazdu wyposażonego w taksometr i miejskie oznakowanie do dyspozycji przybywającego z wizytą dyplomatyczną lub służbową VIP-a zostanie potraktowane jako faux pas, które może skutkować dość poważnymi konsekwencjami. Negatywne skutki radosnej twórczości legislacyjnej odczuje też branża turystyczna i obsługujący ją przewoźnicy drogowi. Dziś obok autokarów dysponują oni także samochodami osobowymi, które wykorzystywane są m.in. do obsługi imprez firmowych. Zgodnie z coraz częściej stosowanymi zasadami autokarem przewożeni są pracownicy, podczas gdy dla członków ścisłego kierownictwa firmy przeznaczone są samochody osobowe. Niestety od 7 kwietnia br. będzie to niemożliwe. Skutki nieprzemyślanych zmian będą boleśnie odczuwalne już w najbliższych miesiącach podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej. Utrata zysków z tej imprezy, przez przewoźników wykonujących normalne i niekonkurencyjne wobec taksówkarzy przewozy osób, wynosić będzie łącznie co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych.

Niech nie będzie niczego

Tragikomiczne jest jednak w tym to, że wchodzące w życie zmiany prawne, tak jak wspomniane na wstępie pomysły unijnych biurokratów na wyeliminowanie z rynku żarówek, nie osiągną swojego celu. Pseudo-taksówki nadal będą jeździć po naszych drogach. Spryciarze już pracują nad pomysłami obejścia prawa. Jednym z nich jest wykonywanie usługi konwojowania klienta, gdzie zwykły człowiek z ulicy byłby przewożony w celu „ochrony” samochodem osobowym firmy zajmującej się tą usługą. Innym pomysłem jest „rozbicie” działalności na dwie odrębne firmy. Jedna wynajmowałaby samochód, a druga kierowcę. To tylko przykłady, gdyż sposobów jest i będzie znacznie więcej. Gdyby jednak zawiodły, to w ostateczności cofniemy się w czasy PRL-u, gdzie pomimo restrykcji i represji kwitło podziemie gospodarcze. A klientów ze słupka oznakowanego napisem „Taxi” brali jeżdżący na tzw. łebka. Na takim déjà vu straci jedynie skarb państwa gdyż trudno oczekiwać, aby osoby działające nielegalnie zgłaszały osiągane przy tym dochody do Urzędu Skarbowego. Stracą też uczciwi przedsiębiorcy nie chcą kombinować, ani tym bardziej działać niezgodnie z prawem. Tak to bywa, gdy rozum śpi a zmiana przepisów uznawana jest za panaceum na wszystkie społeczne problemy. To prosta droga do realizacji hasła znanego głównie z internetu kandydata na Prezydenta RP: „jeśli wszystko jest źle, niech nie będzie niczego”.

Lepiej późno niż wcale

Jest jednak szansa, że rozsądek powróci. Mamy bowiem informacje, że sejmowa Komisja Infrastruktury zrozumiała konsekwencje przyjętych wcześniej przepisów i spróbuje je zmienić. Do podobnych wniosków doszło także poniewczasie Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. To dobrze, ale czy trzeba nam było wcześniej jeść tę żabę i stawiać w obliczu dramatycznej sytuacji uczciwych przedsiębiorców? I czy posłowie wraz z urzędnikami zdążą uratować sytuację jeszcze przed 7 kwietnia tego roku? Miejmy nadzieję, że odpowiedź na tak postawione pytanie jest pozytywna.

Źródło : Maciej Wroński, facebook.com


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 6 lat temu.