Select Page


Manko wkalkulowane w asfalt


 

Wokół tematu opłat drogowych narosło kilka mitów. Otóż w wielu wystąpieniach i publikacjach spotkać się można ze stwierdzeniem, że wprowadzenia opłat, a w szczególności wprowadzenia opłat elektronicznych, wymaga od nas Unia Europejska.

Tak jednak nie jest, albowiem zgodnie z unijnymi przepisami każde państwo członkowskie może wybierać spośród trzech opcji. Różne opcje. Pierwsza z nich to brak jakichkolwiek opłat drogowych. Jest to opcja bardzo korzystna dla przewoźników i gospodarki, gdyż pozwala zmniejszyć koszty funkcjonowania krajowych przedsiębiorstw i tym samym zwiększa ich konkurencyjność na europejskim rynku. Zastosowanie tej opcji jest korzystne w warunkach, gdy na drogach przeważają przewozy realizowane na rzecz własnej gospodarki. W sytuacji, gdy duży udział w przewozach drogowych mają przewozy tranzytowe, wykonywane na dodatek przez zagranicznych przewoźników, krajowy podatnik zaczyna dopłacać do kosztów funkcjonowania zagranicznych przedsiębiorstw, których towary przewożone są po bezpłatnych drogach. Decyzja o wyborze tej opcji lub o jej odrzuceniu, powinna być podjęta po szczegółowej analizie skutków społeczno-gospodarczych, wykonanej przez odpowiednie jednostki naukowo-badawcze. Taka analiza nigdy nie została w naszym kraju rzetelnie przeprowadzona, a decyzje w sprawach wprowadzenia opłat drogowych podejmowane były w sposób zbliżony do intuicyjnego.

Druga opcja, to różne warianty systemu winietowego, czyli pobieranie opłaty za sam dostęp do infrastruktury drogowej. W systemie winietowym opłata zależy wyłącznie od czasu, w którym pojazd może korzystać z objętych opłatą dróg i nie zależy od przejechanych kilometrów. Możliwe jest wykorzystanie rozwiązań teleinformatycznych do nadzoru i egzekwowania obowiązku uiszczenia opłaty. Możliwe, ale nieobowiązkowe. Przykładem takiego rozwiązania są systemy, w których umieszczone nad jezdnią kamery automatycznie rozpoznają numer na tablicy rejestracyjnej i weryfikują go w centralnej bazie danych zawierającej numery rejestracyjne pojazdów, za które opłacona została „elektroniczna winietka”.

System winietowy w najprostszej formie, bazującej na kontroli winietek umieszczanych na szybie pojazdu, obowiązuje w Polsce do końca czerwca 2011 r.

Niestety nasz system jest karykaturą racjonalnego działania. Wbrew deklaracjom i swojej nazwie, polska opłata drogowa nie zasila naszej infrastruktury drogowej. Pieniądze pobierane od przewoźników w rzeczywistości służą głównie finansowaniu trzech spółek zarządzających niewielkimi odcinkami płatnych autostrad. Na systemie zarabiają też pośrednicy sprzedający karty opłat. A drogi! Drogi w tym systemie wydają się najmniej ważne! Środki wypłacane w ramach rekompensat dla zarządzających płatnymi autostradami są zbliżone do przychodów z opłat i tym samym, te nie mogą być przeznaczone zgodnie ze swoim celem. To co w innych państwach daje zyski, w Polsce jest nieopłacalne. Czy jest to głupota, nieudolność czy też celowe działanie? Do tej pory nie było to do końca wiadome, ale doniesienia ostatnich miesięcy powoli rozwiewają mgłę nad odpowiedzią na to pytanie.

200 milionów dla spółek i manko. Według informacji Najwyższej Izby Kontroli spółki zarządzające autostradami płatnymi otrzymały o 200 mln złotych więcej, niż kwota należna z tytułu tzw. rekompensat za ruch pojazdów ciężarowych i autobusów. Nieoficjalnie wiadomo, że trzy polskie stowarzyszenia przewoźników od ponad 6 lat nie zwróciły ok. 5 mln złotych za sprzedane winietki i nikomu nie spadł włos z głowy za to manko. Być może wynika to z faktu  że wśród odpowiedzialnych osób są bardzo ważni prominenci. Tajemnicą Poliszynela jest także fakt, że większość przejazdów tranzytowych przez nasz kraj odbywa się nocą.

Ze względu na brak kontroli drogowej Polskę można przejechać bez wnoszenia opłat drogowych. Osobną kwestią są niekorzystne dla budżetu państwa, owiane tajemnicą, postanowienia umów o rekompensatach dla spółek autostradowych. Negatywna ocena tych postanowień spowodowała w 2006 r. zawiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ale sprawa jak zwykle gdzieś utknęła. Co jeszcze jest zamiecione pod dywan, tego jeszcze nie wiemy, ale miejmy nadzieję, że powoli sprawy te będą opinii publicznej ujawniane.

Trzecia droga. Trzecią opcją możliwą do przyjęcia przez państwo członkowskie Unii Europejskiej jest opłata za przejazd po konkretnej drodze lub po jej odcinku. Opłata jest proporcjonalna do długości przebytej trasy po płatnych odcinkach dróg. Teoretycznie jest to najbardziej sprawiedliwa forma poboru opłat, pod warunkiem wszak, że wysokość stawki za przejechanie jednego kilometra mieści się w rozsądnych granicach, a zdecydowana większość pozyskiwanych środków finansowych idzie na utrzymanie i rozwój infrastruktury drogowej. Tak jednak często nie jest. Dla przykładu można wskazaćNiemcy. Według raportu niemieckich organizacji gospodarczych wysokość opłat pobieranych w Niemczech jest znacznie zawyżona. Ponadto znaczna część opłaty przeznaczona jest na koszty funkcjonowania elektronicznego systemu, którego wprowadzenie jest obligatoryjne dla tych państw, które wybrały opcję trzecią, tj. opłatę za przejazd.

Czas na zmiany. W Polsce od lipca 2011 r. na miejsce systemu winietowego ma być wprowadzona elektroniczna opłata za przejazd. Jakie będą stawki tej opłaty tego nie znamy. Znamy jedynie górną ich wysokość określonąjako 2 złote za kilometr. Jest to oczywiście stawka absurdalna, której zastosowanie zlikwidowałoby transport drogowy, a polską gospodarkę doprowadziłoby to do upadku.

System ma być wdrożony od lipca przyszłego roku, ale najprawdopodobniej nie będzie. Opóźnienie we wdrożeniu tłumaczone jest tysiącem okoliczności, podawanych do publicznej wiadomości, jako obiektywne i niezawinione przyczyny. Podobne „obiektywne” tłumaczenia drogowców słyszymy od lat. Na pozór brzmią mądrze i dlatego niektórzy decydenci, chcąc stworzyć pozory posiadania wysokich kwalifikacji, kiwają głowami i z mądrą miną powtarzają bezczelne argumenty swoich urzędników.

Tym samym opinia publiczna jest przekonywana przez „specjalistów”, że w Polsce od dwudziestu lat nie można skutecznie budować autostrad, albowiem obiektywne warunki są znacznie trudniejsze, niż na przykład w pokrytej górami Chorwacji, która na dodatek niedawno wyszła z wyniszczającej wojny bałkańskiej.

W tym jednak przypadku zastosowanie ma powiedzenie: „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Opóźnienie w realizacji systemu elektronicznego może być chwilą oddechu dla tej części polskich przewoźników, którzy nie muszą korzystać z płatnych autostrad. Warunkiem tego jest jednak zlikwidowanie systemu winietowego w dotychczas przewidzianym terminie, szczególnie wobec braku półrocznych i rocznych kart opłaty drogowej. Dyskusję na ten temat środowisko powinno przeprowadzić już teraz. W dyskusji należy poruszyć także kwestie braku dróg alternatywnych wobec planowanej sieci drogowej objętej opłatą elektroniczną oraz rozważyć możliwość organizacji obywatelskiego sprzeciwu w przypadku wprowadzenia w przyszłości zbyt wysokich stawek tej opłaty. Teraz decyduje się przyszłość polskiego transportu na wiele lat naprzód – jego być albo nie być.

Maciej Wroński
OZPTD


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 7 lat temu.