Select Page


Prawo wyłączności w przewozach pasażerskich


 

Sytuacja jak w radzieckiej fabryce – miały być wyprodukowane wózki dziecięce, a wyszły karabiny maszynowe.

Przewoźnicy pasażerscy z dużym zainteresowaniem śledzili prace nad ustawą o publicznym transporcie zbiorowym. Szczególnie duże emocje budziło prawo wyłączności, które jak w znanej piosence pojawiało się i znikało z kolejnych wersji ustawy na kolejnych etapach pracy. Przypomnijmy, że prawo wyłączności, zgodnie z unijnym rozporządzeniem (WE) nr 1370/2007, oznacza możliwość wyłącznego świadczenia usług przewozowych przez operatora organizującego przewozy o charakterze użyteczności publicznej na konkretnej linii, na kilku liniach lub na całym obszarze. Wyłączność ma na celu zwiększenie rentowności przewozów i tym samym zmniejszenie dopłat do tych usług ze strony organizatora przewozów, którym w większości przypadków jest samorząd terytorialny.

Pojawia się i znika
Początkowo, w Ministerstwie Infrastruktury, rozważana była możliwość wprowadzenia prawa wyłączności. Niemniej później, głównie ze względu na sprzeciw Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta, Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, w którym nie przewidziano już tego prawa. I w takim też kształcie projekt został przekazany do Sejmu. W Sejmie w trakcie prac Podkomisji, przy braku sprzeciwu, a nawet przy cichej akceptacji przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury, prawo wyłączności ponownie pojawiło się w projekcie. Dopiero w Senacie okazało się, że przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury nie działali według instrukcji rządowych i po interwencji z bardzo wysokiego szczebla, prawo wyłączności ponownie zostało wykreślone z ustawy. W tym też kształcie ustawa została podpisana przez Prezydenta RP.

Chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle
Czy jednak Sejm wiedział, co rzeczywiście uchwalił? Pytanie to nie jest retoryczne, gdyż uważna lektura tekstu ustawy, pozwala stwierdzić, że wbrew publicznym deklaracjom prawo wyłączności w okrojonej postaci pozostało! Otóż do dnia 31 grudnia 2016 r., zgodnie z przepisem art. 79 ust. 3 ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, organy właściwe ds. zezwoleń na wykonywanie regularnych przewozów pasażerskich będą mogły odmówić wydania nowego zezwolenia, zmiany zezwolenia lub przedłużenia zezwolenia, jeżeli na podstawie uchwalonego planu transportowego na usługę objętą zezwoleniem została podpisana umowa o świadczenie usług w zakresie publicznego transportu zbiorowego z operatorem publicznego transportu zbiorowego. Tym samym prawo wyłączności w drogowych przewozach pasażerskich zostało przez Sejm RP przyjęte i obowiązuje przez prawie sześć najbliższych lat. Czy o to chodziło Rządowi? Chyba raczej nie.

Nieprzewidziane skutki nowych regulacji
Opisana sytuacja nie jest odosobnionym błędem legislacyjnym. Było ich w ostatnich latach znacznie więcej i co najważniejsze wiele z nich do tej pory pozostaje niezauważone. Przykładem jest tutaj wchodzący w życie z dniem 1 lipca br. przepis art. 13 pkt 3 ustawy o drogach publicznych, który wprowadza możliwość nakładania opłaty za korzystanie z dróg krajowych (a więc nie tylko z autostrad i dróg ekspresowych) na każdy pojazd samochodowy, w tym także na motorower, motocykl i samochód osobowy. Na całe szczęście w dalszych przepisach wymienione pojazdy te nie są zaliczone do żadnej kategorii pojazdów, dla których wyznaczona zostanie przez Radę Ministrów opłata elektroniczna. Nie mniej coś jest na rzeczy: albo brak profesjonalizmu w przygotowaniu przepisów, albo ukryta przed społeczeństwem furtka dla wprowadzenia nowej daniny od wszystkich zmotoryzowanych.

Błędy nie tylko legislacyjne
Wszystko wskazuje, że wprowadzany z dniem 1 lipca br. system elektronicznego poboru opłat za przejazd drogami krajowymi będzie bardzo efektywny. Bardzo efektywny w pozyskiwaniu środków finansowych, ale dla firm zaangażowanych w projektowanie, budowę i eksploatację systemu. Jakby nie było na SEPO przeznaczono ok. 4 miliardów złotych. Dość powiedzieć, że jak donoszą jaskółki, same tylko firmy doradcze skasowały budżet po kilkadziesiąt milionów złotych każda. Cóż może było to zbyt mało, bo nie zwróciły uwagi decydentów z GDDKiA, chociażby na taki drobiazg, że nie można pobierać opłat za przejazd odcinkami dróg, które zostały zbudowane lub zmodernizowane ze środków unijnych. Błędów w projektowaniu systemu jest znacznie więcej i dlatego po 1 lipca będziemy świadkami jednej wielkiej kompromitacji, za którą zapłacą przewoźnicy i całe społeczeństwo. Wzrost cen paliwa i podwyżka VAT-u dały już silny impuls inflacyjny, ale to pryszcz w porównaniu z impulsem, który da opłata elektroniczna. A Krajowy Fundusz Drogowy obejdzie się tzw. „sianem”, a nie wpływami. Jak mawiano na dzikim zachodzie: stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak będzie.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 7 lat temu.