Select Page


Rządowa propozycja zmian w ustawie o drogach publicznych


 

Pod koniec kwietnia br. Ministerstwo Transportu,Budownictwa i Gospodarki Morskiej przedstawiło do konsultacji społecznych projekt ustawy o zmianie ustawy o drogach publicznych. W projekcie zaproponowano zmianę niektórych przepisów o opłacie elektronicznej oraz wprowadzenie kar administracyjnych za przejazd pojazdu samochodowego, którego rzeczywista masa całkowita jest większa od dopuszczalnej masy całkowitej określonej w jego dowodzie rejestracyjnym. I tak w projekcie zaproponowano zwolnienie z opłaty elektronicznej: zespołów  pojazdów składających się z pojazdu samochodowego o DMC nieprzekraczającej 3,5 t i przyczepy; autobusów świadczących przewóz osób niepełnosprawnych na podstawie umowy o świadczenie ich przewozu; pojazdów specjalnych przystosowanych do przewozu osób niepełnosprawnych. Uzasadnieniem dla tych zmian ma być promocja turystyki wykonywanej w ramach tzw. caravaningu oraz chęć realizacji „Europejskiej strategii w sprawie niepełnosprawności 2010-2020; Odnowione zobowiązanie do budowania Europy bez barier”.
Zniknie pułapka na Kowalskiego
Daje to nadzieję, że niedługo zniknie pułapka zastawiona na przeciętnego Kowalskiego, który nie jest nawet świadomy, iż planując przejazd z przyczepą, w zależności od jej wagi powinien wcześniej zawrzeć umowę z operatorem systemu viaTOLL, pobrać viaBOXa i wpłacić zaliczkę na poczet pobieranych elektronicznie opłat. Brak takiej świadomości, a także fakt niezgodnego z prawem sposobu naliczania kar za każdą bramkę z osobna, powoduje wszczęcie postępowania administracyjnego o nałożenie kilkunastotysięcznych kar na osoby, które miały nieszczęście znaleźć się na płatnej drodze krajowej jadąc z przyczepą turystyczną, przewożąc swoją łódkę, konia lub inny cięższy ładunek. Podobna sytuacja dotyczy tej samej kategorii użytkowników dróg, którzy chcą przejechać przez autostradę.
Jeżeli wcześniej wjechali na nią na wjeździe niewyposażonym w bramkę lub z bramką wydającą wyłącznie bilety, to już jej opuszczenie kończy się dla nich dużymi kłopotami, gdyż wniesienie opłaty w tradycyjny sposób nie jest możliwe. Dlatego należy pozytywnie ocenić propozycję ministerstwa w tej sprawie, szczególnie że zgodnie z zapisami
projektu wszystkie wszczęte przed wejściem w życie ustawy postępowania administracyjne będą wobec tych osób umarzane.
Mniejsze koszty dla niepełnosprawnych
Cieszy także fakt zwolnienia z opłat przewozów osób niepełnosprawnych, aczkolwiek pewne zdziwienie może budzić fakt umieszczenia pojazdów specjalnych w katalogu pojazdów przeznaczonych do przewozu tychże osób. Te ostatnie pojazdy, zgodnie z definicją nie mogą służyć do przewozu osób. Są to zazwyczaj pojazdy z zamontowanymi
specjalistycznymi maszynami lub innymi urządzeniami, gdzie jedynymi osobami są pracownicy obsługujący te urządzenia. Gdzie jest tu miejsce dla niepełnosprawnych? Nie za bardzo wiadomo. No chyba, że urzędnicy pomylili pojazd specjalny z pojazdem specjalizowanym. Ale cóż, nie takie pomyłki się już zdarzały i na szczęście mamy Sejm, w którym poprawiono niejedną ustawę przedłożoną przez Rząd. Najważniejsze, że pomysł idzie w dobrym kierunku. Pewne obawy budzi zawarta w uzasadnieniu informacja, iż aby skorzystać z tego zwolnienia przewoźnik będzie musiał zgłosić umowę przewozu do operatora systemu viaTOLL, który wpisze przewóz na specjalną listę. Wydaje się to zbędną barierą administracyjną generującą koszty i problemy. I tak, aby wykonać jednorazowy przewóz osób niepełnosprawnych na trasie kilku kilometrów, przewoźnik będzie zmuszony przejechać kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego punktu viaTOLL, tracąc czas i pieniądze. Tym samym może się okazać, iż koszty związane ze zwolnieniem są wyższe niż ewentualne zyski uzyskane dzięki tej nowelizacji. Wypacza to sens podjętej inicjatywy mającej na celu likwidacje barier dla niepełnosprawnych.
Zapomniano o komunikacji publicznej
Niestety w katalogu pojazdów i rodzajów przewozów zwolnionych z opłat zabrakło autobusów wykonujących pasażerskie przewozy drogowe o charakterze użyteczności publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 16 grudnia 2010 r. o publicznym transporcie zbiorowym. Przewozy te są zazwyczaj dotowane przez samorząd i mają na celu zapewnienie
zaspokojenia potrzeb komunikacyjnych ludności szczególnie na terenach, na których nieopłacalne są przewozy komercyjne. Dalsze utrzymanie opłat spowoduje pogłębienie występującego już deficytu usług komunikacji samochodowej dla wielu mieszkańców małych miasteczek i wiosek. Oburzające jest także utrzymanie poboru opłat od autobusów komunikacji miejskiej jeżdżących po objętych opłatą odcinkach dróg krajowych stanowiących część infrastruktury miejskiego systemu komunikacyjnego. Ponieważ samorząd nie jest zainteresowany, aby samorządowe pieniądze trafiały do rządowej kieszeni, należy się liczyć z tym, iż coraz większa liczba tras miejskich prowadzić będzie po uliczkach osiedlowych i drogach przeznaczonych do ruchu lokalnego. Wydłuży to naszą drogę do pracy i nie będzie bez wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego na obszarze aglomeracji miejskich.
Problemy przewoźników i ich kierowców nadal nierozwiązane
Rządowe propozycje nie dotykają niestety najważniejszej kwestii budzącej silne emocje przedsiębiorców i ich kierowców. Jest to wysokość sankcji za naruszenia przepisów związanych z opłatą elektroniczną oraz zasady i sposób ich nakładania. Polskie sankcje za nieuiszczenie opłaty należą bowiem do najwyższych w Europie i przewyższają stawki w tak bogatych krajach jak Niemcy lub Austria. Daje do podstawy do przypuszczeń, iż ich wysokość jest uzasadniona wyłącznie zamiarem stworzenia dodatkowych znacznych dochodów na rzecz skarbu państwa i Krajowego Funduszu Drogowego, z którego opłacany jest operator systemu viaTOLL i podmioty z nim współpracujące. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż kara 3000 złotych nakładana jest częstokroć za nieuiszczenie opłaty w wysokości kilkudziesięciu groszy. Tym samym wysokość tej kary jest w wielu przypadkach na poziomie kilkadziesiąt tysięcy razy wyższym niż faktyczne uszczuplenie dochodów dla KFD. Łamie to konstytucyjną zasadę proporcjonalności kar do sankcjonowanych naruszeń. Gdy dodamy do tego niezgodny z ustawą sposób naliczania tych kar (za każdą bramkę kontrolną oddzielnie), to łączna kara wynosi niejednokrotnie kilkaset tysięcy złotych. Dlatego też krokiem w dobrym kierunku powinna być zmiana przepisów zmniejszająca w istotny sposób dotychczasowe stawki.
Nie tylko wysokość kar boli przewoźników
Oprócz zmniejszenia wysokości sankcji pożądaną zmianą byłoby zlikwidowanie rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji o nałożeniu kary pieniężnej. Przypomnieć należy, iż w ocenie Trybunału Konstytucyjnego, stosowanie takiego rygoru z mocy prawa jest niezgodne z Konstytucją RP. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady przyjętej w ustawie o transporcie drogowym, iż kara jest wykonalna dopiero po wyczerpaniu wszystkich środków odwoławczych i skargowych. Kolejną kwestią budzącą kontrowersje jest wszczynanie postępowania administracyjnego w sprawie przejazdu pojazdu zarejestrowanego w systemie, który jest wyposażony w prawidłowo działające urządzenie pokładowe – viaBOX. Należy tu wskazać, iż w wielu państwach europejskich, w przypadku stwierdzenia nieuiszczenia opłaty przez zarejestrowanego w systemie użytkownika, nie są podejmowane jakiekolwiek sankcje karne lub administracyjne. Opłata ściągana jest wraz z odsetkami, co definitywnie kończy jakąkolwiek sprawę. Takie podejście także i u nas zapobiegłoby sytuacjom, w których: system mylnie wskazuje brak środków na koncie użytkownika; system wskazuje brak środków pieniężnych pomimo że użytkownik rozlicza się w systemie post paid; debet na koncie użytkownika ma charakter przejściowy wynikający z braku możliwości bieżącego monitoringu
jego stanu lub z mylnie (wielokrotnie) pobranych przez system opłat itp.
Próba walki z nieuczciwą konkurencją w przewozach rzeczy
Oprócz zmian w systemie poboru opłat projekt ustawy wprowadza kary administracyjne za przejazd pojazdów o rzeczywistej masie całkowitej przekraczającej dopuszczalną masę całkowitą określoną w dowodzie rejestracyjnym pojazdu. Przekroczenie ww. parametrów kosztować będzie od 500 do 5000 zł w zależności od procentowego stopnia naruszenia ww. parametrów. Według wyjaśnień Inspekcji Transportu Drogowego ostrze zaproponowanych przepisów ma być wymierzone w stosunku do przedsiębiorców wykorzystujących w nieuczciwy sposób do przewozu rzeczy pojazdy o DMC poniżej 3,5 t. Dość powszechnym jest bowiem proceder przewożenia małymi pojazdami ładunków, które ze względu na swój ciężar powinny być przewożone pojazdem o znacznie większej ładowności. Preselekcyjne wagi codziennie odnotowują dziesiątki samochodów dostawczych o rzeczywistej masie całkowitej przekraczającej ich dopuszczalną masę nawet o 100%. Z oczywistych względów uczciwy, licencjonowany przewoźnik nie jest w stanie konkurować z takimi przewozami. Cwaniacy nieprawidłowo ładujący samochody dostawcze nie muszą posiadać licencji, nie muszą ponosić opłaty elektronicznej, ich kierowcy nie podlegają przepisom o czasie prowadzenia pojazdów itp. Tym samym ich koszty są wielokrotnie niższe niż koszty ponoszone przez przewoźników drogowych.
Jedna ręka daje, a druga zabiera
O ile kierunek zaproponowanych zmian i jego uzasadnienie są słuszne, to niestety sposób zapisu zaproponowanych nowych sankcji budzi dość duży niepokój. Kary pieniężne nakładane będą bowiem na każdy pojazd niezależnie od jego dopuszczalnej masy całkowitej. Tym samym w sytuacji, gdy przejazd pojazdu narusza jednocześnie przepisy o przejazdach pojazdów nienormatywnych dochodzić będzie do kumulacji sankcji pieniężnych nakładanych w oparciu o dwie różne podstawy prawne. Jedna kara nakładana będzie za przejazd pojazdu nienormatywnego bez zezwolenia, a druga z tytułu przekroczenia dopuszczalnej masy całkowitej pojazdu określonej w dowodzie rejestracyjnym. Co więcej nowa kara zostanie nałożona także na przewoźnika zwolnionego z odpowiedzialności za przejazd pojazdem nienormatywnym, który zgodnie z obowiązującymi od nowego roku przepisami udowodni wyłączną winę załadowcy lub nadawcy. Miejmy jednak nadzieję, że jest to tylko wypadek przy pracy autorów proponowanych przepisów, którzy skorygują swoje propozycje, a nie świadome działanie w myśl zasady: „jedna ręka daje a druga zabiera”.
Działania OZPTD
W trakcie konsultacji społecznych omawianego projektu Zarząd Główny Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego zgłosił wskazane wyżej zastrzeżenia i uwagi. Związek zaproponował także konkretne zapisy rozwiązujące obecne i potencjalne problemy przewoźników i ich kierowców. Czy zostaną one uwzględnione okaże się już niedługo, gdy konsultowany projekt trafi do Sejmu. Będzie to swoisty test na wolę współpracy nowego kierownictwa ministerstwa z branżą transportową oraz test na jego rozsądek. Miejmy nadzieję, że ministrowie odpowiedzialni za drogownictwo i legislację zdadzą ten test pomyślnie.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 6 lat temu.