Select Page


VIATOLL – ciąg dalszy niekończących się problemów


 

System Elektronicznego Poboru Opłat Drogowych „Viatoll” zbudowany na zamówienie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przez firmę Kapsch działa już w Polsce od ponad roku. Wydawać by się mogło, że wszystkie zamiatane pod dywan nieprawidłowości, o których niejednokrotnie rozmawialiśmy z przedstawicielami Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej powinny być już dawno usunięte. Ponad roczny okres doświadczeń powinien także dać możliwość ewaluacji systemu, prowadzącej do jego zmian w celu wyeliminowania ujawnionych patologii, zbędnych obciążeń i nieefektywnych rozwiązań.
Statystyki kompromitujące Viatoll i polskie państwo
Niestety odpowiadająca za Viatoll GDDKiA twardo trzyma się propagandy sukcesu, co nie pozwala na jakąkolwiek refleksję, a tym bardziej na jakąkolwiek korektę systemu. Rzecznicy GDDKiA i Kapsch-a już od kilkunastu miesięcy zgodnie powtarzają, iż bramownice, Viaboxy i sam system generują błędne wskazania zaledwie na poziomie kilku promili. Niestety mijają się z prawdą. Aby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na dostępne publicznie statystyki. Otóż ilość wygenerowanych błędnych wskazań dotyczących nieuiszczenia opłaty oscyluje obecnie w okolicy 43%. Gdy sięgniemy do starszych danych to okazuje się, że w okresie od lipca 2011 r. do marca 2012 r., na prawie 3 mln przesłanych informacji o naruszeniach jedynie 580 tys. (czyli 20%) było zgodnych z prawdą i pozwalało na skuteczne rozpoczęcie procedur administracyjnych. Warto w kontekście tej informacji przypomnieć, iż tak działający system Viatoll kosztuje nas grubo ponad 4.5 miliarda złotych! A jaka jest wartość dowodowa informacji z systemu generującego błędy na tak dużym poziomie pokaże już niedługo orzecznictwo sądowe.
Prawie 2 mln straconych roboczo-godzin i 80 mln niepotrzebnych kosztów
Oprócz totalnej kompromitacji, masowa skala błędnych wskazań systemu Viatoll generuje za sobą olbrzymie straty społeczne w postaci zbędnej ludzkiej pracy i innych kosztów. Zakładając, że każde błędne wezwanie z Kapscha skutkuje stratą tylko ok. 45 minut pracy (łącznie zarówno po stronie administracji, jak i po stronie przedsiębiorców) oraz stratą ok. 15 złotych na inne koszty (papier, opłaty za listy polecone, opłaty za generowany ruch na łączach teleinformatycznych, opłaty telefoniczne itp.), to w okresie od lipca 2011 r. do marca 2012 r. błędne wskazania kosztowały polskie społeczeństwo około 1,8 miliona godzin zmarnowanej ludzkiej pracy i około 40 milionów złotych w postaci innych kosztów. Należy przy tym zaznaczyć, iż w tych rachunkach nie zostały ujęte koszty wynikające z faktu, iż zapytanie o kierującego pojazdem wysyłane jest w wielu przypadkach do właściciela pojazdu, którym jest firma leasingowa, a nie bezpośrednio do posiadacza pojazdu, którym jest przewoźnik. Powoduje to dalszą korespondencję między leasingodawcą a leasingobiorcą (przewoźnikiem), za którą firma leasingowa pobiera od przewoźnika za każdym razem 50 złotych! Ponieważ nie dysponujemy w tym przypadku żadnymi danymi, musimy przyjąć roboczą hipotezę, iż ok. 1/3 błędnych wezwań dotyczy pojazdów leasingowanych. Jeżeli to założenie jest prawidłowe, to koszty wadliwie kierowanej korespondencji wynoszą kolejne 40 milionów złotych, które tym razem wyłożyć muszą wyłącznie przedsiębiorcy. Ale cóż, nie jest to obciążenie dla Krajowego Funduszu Drogowego i dlatego GDDKiA oraz odpowiedzialne za drogownictwo ministerialne departamenty nic w tej sprawie nie robią.
Czy transportowe systemy informatyczne powstają tylko by dawać zarobek ich dostawcom?
Na marginesie zapytań kierowanych do firm leasingowych należy zastanowić się jaki jest cel rejestracji pojazdów w systemie Viatoll, skoro Inspekcja Transportu Drogowego nie korzysta (lub nie może korzystać) z informacji zawartych w tym systemie i ustala dysponenta pojazdu wyłącznie na podstawie danych zawartych Centralnej Ewidencji Pojazdów. W CEP zazwyczaj zarejestrowany jest wyłącznie właściciel pojazdu, którym w omawianej sytuacji jest leasingodawca. Gdyby ITD wykorzystywało dane z systemu firmy Kapsch, w większości przypadków zbędna byłaby wzajemna korespondencja pomiędzy GITD, leasingodawcą i leasingobiorcą, a przewoźnik nie ponosiłby wskazanych wcześniej dodatkowych kosztów. Warto także nadmienić, iż spora część pojazdów i ich posiadaczy zarejestrowana jest w systemach teleinformatycznych GITD. Są to systemy Biura Transportu Międzynarodowego i Centralnej Ewidencji Naruszeń. Dlatego aż się prosi, aby uporządkować cały ten informatyczny bałagan prawidłowo wykorzystując dostępne dane, integrując większość tych systemów oraz tworząc odpowiednią platformę wymiany danych. Dziś wobec niskiej efektywności wykorzystania systemów teleinformatycznych największy z nich pożytek wydają się mieć przede wszystkim ich dostawcy.
Biurokraci wycinają lasy
Niepotrzebny obieg dokumentów i koszty z nim związane to tylko jedna strona medalu. Drugą stronę medalu tworzy liczba papierów wysyłanych do użytkownika pojazdu, którym rzekomo dokonano naruszenia przepisów o elektronicznej opłacie drogowej. Są to aż trzy kartki papieru, z czego cztery ich strony przeznaczone są do wypełnienia przez dysponenta pojazdu. Liczba danych osobowych, które trzeba podać wypełniając rubryki w nadesłanym formularzu, przewyższa liczbę danych podawanych w deklaracjach podatkowych i deklaracjach ZUS-u. Dla przykładu można podać, iż ciekawość inspektorów budzą zbędne w postępowaniu administracyjnym takie dane jak: płeć kierowcy, imiona rodziców, nazwisko rodowe kierowcy i jego matki oraz aż trzy numery pozwalające zidentyfikować kierowcę (PESEL, NIP i nr dokumentu). Z drugiej strony można się cieszyć, iż „tfurca” formularza nie był zainteresowany wyznaniem kierowcy, jego preferencjami seksualnymi, datą pierwszej komunii, wzrostem, numerem kołnierzyka lub innymi równie ciekawymi informacjami. Na liczbę wysyłanych kartek papieru wpływ mają także same rubryki w formularzach rozdmuchane do monstrualnych rozmiarów. I tak dla przykładu można wskazać, iż przewidziano miejsce na wpisanie aż 60 liter w takich pozycjach jak: nazwisko, kraj, województwo, powiat, gmina, ulica i miejscowość. To wszystko powoduje, iż wszelkie informacje rządowe o szukaniu oszczędności oraz o poważnym podejściu do ekologii możemy włożyć między bajki. No cóż lasów do wycięcia mamy w Polsce jeszcze całkiem sporo!
Ratunkiem dla administracji są propozycje OZPTD
Wskazane problemy to tylko niewielka część wstydliwej i smutnej prawdy o systemie Viatoll. I dlatego sam system oraz kwestie z nim związane jeszcze długo stanowić będą tematy kolejnych artykułów zamieszczanych w dodatkach prasowych Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego. Związek nie ogranicza się jednak wyłącznie do krytyki. Proponujemy także konkretne rozwiązania, których wdrożenie pozwoliłoby rozwiązać znaczną część problemów, zracjonalizować działanie systemu oraz ograniczyć niczym nie uzasadnione koszty oraz obciążenia dla przewoźników i ich kierowców. I tak skutki błędnych wskazań systemu Viatoll mogłyby być zredukowane do minimum, gdyby przyjęto propozycję OZPTD o rezygnacji z nakładania kar na zarejestrowanych w systemie użytkowników płatnych dróg krajowych. Takie rozwiązanie działa w innych państwach członkowskich UE. Brak środków na koncie zarejestrowanego posiadacza pojazdu skutkuje jedynie wezwaniem do zapłaty, nałożeniem odsetek i w ostateczności egzekucją wymaganej należności. Kary nakładane są jedynie w przypadku przejazdu przez płatny odcinek drogi pojazdu nie zarejestrowanego w systemie lub niewyposażonego w urządzenie pokładowe (tzw. OBU). To rozwiązanie pozwoliłoby uniknąć ok. 3 milionów postępowań sprawdzających podjętych do tej pory przez GITD.
Jedyny ratunek w ministrze Nowaku
Niestety wszystko wskazuje na to, że głównym przeciwnikiem reformy systemu Viatoll, będzie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Po pierwsze oznaczałoby to konieczność przyznania, że system działa źle. A to byłoby sprzeczne z dotychczasową propagandą sukcesu prowadzoną przez tę instytucję. Po drugie GDDKiA w planie finansowym Krajowego Funduszu Drogowego na 2012 r. zaplanowało, iż z tytułu kar nakładanych na kierowców i przewoźników fundusz osiągnie wpływy w wysokości 55,7 mln złotych. A jak już dziś powszechnie wiadomo funduszowi może grozi
w niedługim czasie plajta. Po trzecie wprowadzenie zmian może być niemożliwe ze względu na warunki umowy zawartej przez GDDKiA z firmą Kapsch. Wydaje się, że postanowienia zawartej umowy – podobnie do zawieranych wcześniej nieudolnych umów z koncesjonariuszami płatnych autostrad – ubezwłasnowolniły polskie państwo na wiele lat w sprawach poboru opłat. Dodatkowo na niekorzyść użytkowników systemu Viatoll działa fakt, iż środki masowego przekazu wolą milczeć na temat negatywnych stron działania GDDKiA. Wynika to z prostego faktu – corocznie drogowcy mają do wydania kilkadziesiąt milionów złotych na reklamę swoich działań w prasie, radiu i telewizji. A tego żaden redaktor naczelny komercyjnych mediów nie może lekceważyć. Dlatego jedyną nadzieją przewoźników jest minister Nowak, który jak pokazuje dotychczasowe doświadczenie, jest osobą decyzyjną i nie bojącą się trudnych dla resortu decyzji. Oby tylko miał czas i chęć zapoznać się z opisaną sytuacją.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 5 lat temu.