Select Page


Wakacyjne ciekawostki


 

Koniec wakacji przyniósł nam informacje o „dwuzmianowym” systemie budowania autostrad w Polsce.

Otóż na jednej z budów dzienna zmiana przywoziła i kładła dobrej jakości kruszywo na podbudowę jezdni. A po zmroku zaczynała się praca na drugą zmianę. Przyjeżdżał ciężki sprzęt budowlany i położone za dnia kruszywo z powrotem wędrowało na ciężarówki. Na jego miejsce „dwuzmianowcy” sypali do wykopu ziemię.

W ten sposób kruszywo krążyło w obiegu zamkniętym, a za każdy jego obrót wystawiano odpowiednią fakturę. A budowana droga? No cóż, próżno tam szukać wielokrotnie opłaconego kruszywa. A zresztą kto by się przejmował
jakością drogi? Chyba tylko jej użytkownicy. Zresztą przedwczesne zniszczenie drogi, to zapowiedź kolejnego zarobku na wykonywanym remoncie. Oczywiście także w tym przypadku nie ma mowy o dobrej jakości robót. Przecież zniszczenia drogi zawsze można zwalić na przewoźników, a kolejny remoncik to kolejna łatwa kasa. I tak w kółko. W świetle doniesień medialnych ujawniony przypadek „zaradności”, wydaje się wierzchołkiem góry lodowej, jaką stanowią liczne nieprawidłowości związane z budową, modernizacją, remontem i utrzymaniem dróg publicznych w Polsce. Dotyczy to m.in. opisywanych w prasie zjawisk takich jak: „oszczędzanie” na jakości materiałów budowlanych oraz na technologii prowadzonych prac, ustawianie przetargów, łapówki przy zlecaniu robót, robienie „na wydmuszkę” podwykonawców oraz wiele innych patologii. To właśnie te zjawiska mogą tłumaczyć nadmierne koszty budowy i modernizacji infrastruktury drogowej w Polsce, bardzo niską trwałość naszych dróg, brak postępu w rozwoju sieci drogowej a także fakt, iż w naszym kraju najlepiej wychodzi drogowcom autoreklama oraz działania w zakresie public relations.

Te ostatnie działania mogą być groźne dla zwykłych obywateli. Otóż, jak wynika z ostatnich statystyk policyjnych, w trakcie zorganizowanej przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad weekendowej kampanii medialnej na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego, zginęła rekordowa liczba osób na naszych drogach. Jest to informacja ważna, gdyż pozwoli nam, zwykłym uczestnikom ruchu drogowego, na racjonalne zachowania. Dlatego też ilekroć prasa, radio i telewizja będą zapowiadać akcję Policji, GDDKiA lub Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, powinniśmy unikać wyjazdu na drogi. Tak po prostu będzie najbezpieczniej. Bo przecież trudno obecnie oczekiwać, aby wymienione wyżej instytucje koncentrowały się na swoich własnych zadaniach. Znacznie łatwiej jest mówić, mówić, mówić, mówić i jeszcze raz mówić. Szczególnie do kamery telewizyjnej. I tu mała refleksja. Otóż w Polsce powinniśmy mieć więcej szkół aktorskich. Gdyby taka sieć szkół istniała w czasach, gdy ważyła się droga życiowa obecnych naszych obecnych „dobroczyńców”, to być może ludzie ci wybraliby aktorstwo jako swój sposób na życie. Mieliby swoją popularność i powszechną akceptację, a nam żyłoby się lepiej i bezpieczniej.

Inna wakacyjna informacja jest rodem z kabaretu. Okazało się bowiem, że obiecana przez jednego z wiceministrów priorytetowa inwestycja drogowa nie ma szans na ukończenie w deklarowanym przez tego urzędnika terminie. I tu jest miejsce na kabaret. Wiceminister, zamiast podać się do dymisji, wsiadł na rower i w ramach pokuty przejechał 180 km. Dzielny człowiek i zarazem nowator. Pewnie moda na takie zachowania przyjmie się powszechnie i już wkrótce będziemy mogli się spodziewać, że w przypadku załamania się finansów publicznych, odpowiedzialni za finanse i gospodarkę ministrowie, w ramach samoukarania, wezmą udział w 24-godzinnej rozgrywce golfowej lub odbędą 5 meczy piłki nożnej w ciągu jednego dnia. Cóż można i tak. Szczególnie że dla mediów byłby to kolejny wdzięczny temat do wielodniowej dyskusji.

Pomimo parcia na szkło, istnieją sytuacje w których politycy i urzędnicy nabierają wody w usta i zawzięcie milczą. Taką sytuacją jest manko w kasie Krajowego Funduszu Drogowego. Otóż tajemnicą Poliszynela jest fakt, że na skutek wieloletnich zaniedbań w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych, od ponad 6 lat w publicznej kasie brakuje około 6 milionów złotych, które nie zostały zwrócone przez trzy organizacje społeczne zajmujące się dystrybucją winiet. Niestety są to organizacje przewoźników, zarządzane – jak wieść gminna niesie – przez czołowych działaczy polskiej sceny transportowej. Gdzie się te pieniądze podziały? Nie wiadomo. Natomiast wiadomo, że od kilku lat podnoszone są stawki opłat drogowych ze względu na zbyt małe w stosunku do potrzeb wpływy na Krajowy Fundusz Drogowy. Jak widać, koszty niegospodarności GDDKiA oraz niezgodnego z prawem działania trzech stowarzyszeń przerzucane są na całe środowisko przewoźników drogowych. Niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że nikt tych pieniędzy przewoźnikom nie zwróci. Ba, najprawdopodobniej znacznej części przywłaszczonych opłat nie zobaczy też GDDKiA. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że osoby odpowiedzialne za tę aferę poniosą odpowiednią odpowiedzialność prawną i moralną. Nie do przyjęcia jest bowiem sytuacja, w której nieudolna lub nieuczciwa osoba nadal będzie zarządzać społecznym majątkiem oraz będzie reprezentować jakąkolwiek organizację społeczną. Na marginesie dziwić może fakt, że jak dotychczas nie zawiadomiono o sprawie prokuratury. A przecież taki obowiązek ma każdy urzędnik państwowy, który posiada informacje wskazujące na możliwość popełnienia przestępstwa.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: ,
Opublikowano 7 lat temu.