Select Page


Wiele hałasu o nic-Ustawa o ograniczaniu barier administracyjnych


 

20 kwietnia br. prezydent RP Bronisław Komorowski podpisał ustawę z dnia 25 marca 2011 r. o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców.

Podpis prezydencki poprzedziła pełna entuzjazmu kampania medialna, w której ochoczo posługiwano się tezami z uzasadnienia ustawy takimi, jak: „rząd spełnia obietnicę wolności gospodarczej w Polsce. W dziedzinie prawa gospodarczego realizacja strategii jest zatem rozpoczęta od razu od zmian odważnych, w wielu dziedzinach wręcz rewolucyjnych” lub „dotychczasowy ustawodawca nie zauważał czynnika ludzkiego w dotkliwości stosowanych kar. Wielu przedsiębiorców to pracodawcy, a więc należy zwrócić także uwagę na doniosłość kar nałożonych na przedsiębiorcę i ich skutkach wobec pracowników i przedsiębiorstwa ukaranego przedsiębiorcy”.

Nie milczeli także politycy komentujący własną ustawę. I tak według wicepremiera Waldemara Pawlaka „rozwiązania zawarte w przyjętej ustawie o ograniczaniu barier administracyjnych poprawią relacje z urzędami oraz usprawnią obrót gospodarczy”. Z kolei poseł Adam Szejnfeld z pełną powagą podkreślał, że„kluczowe w ustawie jest budowanie zaufania prawodawców do obywatela”. Te wielokrotnie powielane entuzjastyczne tezy, samozadowolenie polityków, a także fakt, iż większa część przepisów ustawy wchodzi w życie już od 1 lipca tego roku, spowodowały potrzebę dokładnej analizy jej tekstu. Ponieważ dla naszej branży transportowej najważniejszym aktem prawnym jest ustawa o transporcie drogowym, analizę rozpoczniemy od zmian wprowadzonych w tym akcie prawnym.

Zmian niestety (a może na szczęście) nie jest zbyt wiele. Pierwsze z nich dotyczą dokumentów składanych przy ubieganiu się o wydanie licencji na wykonywanie transportu drogowego. I tu rzeczywiście trochę idzie na lepsze, gdyż do wniosku nie trzeba będzie dołączać: odpisu z rejestru przedsiębiorców albo z ewidencji działalności gospodarczej, kserokopii zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji statystycznej(REGON) i kserokopii zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji podatkowej (NIP). Wprawdzie dołączenie kserokopii nie było zbyt wielkim obciążeniem dla przedsiębiorcy, ale już złożenie odpisu z ewidencji lub rejestru wymagało czasem udania się do odpowiedniej instytucji w celu jego uzyskania. Drobną, ale dobrą zmianą, jest także możliwość składania, zamiast zaświadczenia z rejestru skazanych, oświadczenia o niekaralności. Oświadczenie to będzie składane pod rygorem odpowiedzialności karnej, aczkolwiek jest ona iluzoryczna. W dotychczasowej praktyce kłamstwa w oświadczeniach traktowane są przez prokuratorów jako czyny o małej społecznej szkodliwości, a postępowania w takich sprawach umarza się.

Wskazane wyżej zmiany wprowadzono jedynie na 5 miesięcy. Autorzy ustawy zapomnieli bowiem, że z dniem 4 grudnia br. wchodzą wprost do polskiego porządku prawnego przepisy trzech unijnych rozporządzeń regulujących, w sposób odmienny od dotychczasowego, dostęp do rynku i zawodu przewoźnika drogowego. Czy w takim razie ww. zmiany mają głębszy sens i są – zgodnie z uzasadnieniem – „rewolucyjne”? W tym przypadku jest to wątpliwe.

Koniec sankcji. Kolejną zmianą, tym razem budzącą duże kontrowersje, jest zlikwidowanie jedynej realnej sankcji dla nieuczciwych przedsiębiorców wykonujących pośrednictwo w drogowym przewozie rzeczy. Przypomnijmy tu, iż na mocy przepisu art. 15 ust. 1 pkt 4 ustawy o transporcie drogowym, pośrednik zlecający przewóz drogowy przedsiębiorcy nieposiadającemu uprawnień przewozowych mógł stracić swoją licencję. Była to zapora chroniąca rynek przed dzikimi przewozami wykonywanymi w tzw. szarej strefie. Niestety w ocenie Ministerstwa Gospodarki i posłów z Komisji Przyjazne Państwo walka z nieuczciwą konkurencją jest widocznie sprzeczna z ich wizją „wolności gospodarczej” i dlatego przepis skreślono. Jest to tym bardziej budzące złe emocje, bo wbrew deklaracjom o ludzkim podejściu do kar nakładanych na przedsiębiorców, żaden przepis o karach administracyjnych dla przewoźników nie został w tej nowelizacji poprawiony. Nawet idiotyczna norma, zgodnie z którą za niezgłoszenie w terminie informacji o wymianie pojazdu lub nawet informacji o zmianie tablicy rejestracyjnej, na przewoźnika nakłada się karę pieniężną w wysokości 8000 zł. Jednym słowem farsa, gdyż deklaracje mijają się z faktami. Zmiany nie ominęły także regulacji przewozów pasażerskich. Spośród przesłanek umożliwiających odmowę wydania zezwolenia na wykonywanie przewozów regularnych usunięto jedną z nich. Mówiła ona o odmowie wydania zezwolenia, jeżeli przewoźnik nie wykonywał, na skutek okoliczności zależnych od niego, krajowych przewozów regularnych na innych obsługiwanych liniach komunikacyjnych, co najmniej przez 7 dni. Co było celem tej zmiany nie wiadomo, gdyż uzasadnienie nic na ten temat nie zawiera. Niemniej jej wprowadzenie może się odbić na konsumentach, jakimi są pasażerowie.

Przypomnijmy tu, iż jedną z kilku podstawowych funkcji systemu reglamentacji przewozów pasażerskich jest ochrona tychże osób. Pasażer musi mieć pewność, że zgodnie z rozkładem jazdy dotrze na czas do pracy, do lekarza, do szkoły lub w inne ważne dla niego miejsce. I to powinien zapewnić mu przewoźnik, no chyba że będą miały miejsce zdarzenia od niego niezależne, uniemożliwiające mu wywiązanie się z przyjętych zobowiązań. A przecież skreślona przesłanka nie dotyczyła takich niezależnych sytuacji.

Od 1 lipca br. przewoźnik pasażerski ubiegający się o wydanie zezwolenia nie będzie wnosił opłaty za analizę sytuacji rynkowej, której uiszczenie było warunkiem wydania decyzji administracyjnej w tym zakresie. Opłata ta powodowała, iż do każdych przejechanych 100 km przewoźnik dopłacał średnio 7 groszy. Nie była to drastyczna opłata stanowiąca barierę administracyjną, niemniej jej usunięcie cieszy. Gorzej będą mieli samorządowcy, którzy utracą źródło finansowania tych analiz oraz podmioty wykonujące te opracowania, ale na szczęście nie jest to problem przewoźników.

Ostatnie ze zmian w ustawie o transporcie drogowym. Dotyczą one zaświadczeń wydawanych na wykonywanie niezarobkowego przewozu drogowego. Także w tym przypadku zrezygnowano z żądania dołączenia do wniosku odpisu z rejestru przedsiębiorców albo z ewidencji działalności gospodarczej, kserokopii zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji statystycznej (REGON) i kserokopii zaświadczenia o nadaniu numeru identyfikacji podatkowej (NIP). Mała rzecz, ale sensowna. Ważniejszą zmianą jest wprowadzenie zasady stanowiącej o bezterminowym wydawaniu zaświadczeń na przewozy krajowe, przy czym starosta będzie mógł wydać decyzję o unieważnieniu tego dokumentu, jeżeli przedsiębiorca wykonywał przewozy niezgodnie z otrzymanym zaświadczeniem. Ma to sens, aczkolwiek wobec braku obowiązku przekazania informacji o utracie ważności zaświadczenia do Inspekcji Transportu Drogowego i wobec braku odpowiedniego systemu teleinformatycznego, żaden organ wykonujący kontrolę przewozów na potrzeby własne nie będzie w stanie rzetelnie sprawdzić ich legalności. Może to się odbić na zwiększeniu i tak już dużej szarej strefy związanej z wykonywaniem przewozów zarobkowych przez nieuprawnione podmioty.

Inne rozwiązania. Oprócz zmian w ustawie o transporcie drogowym, zainteresowanie przewoźników budzić mogą dwa inne reklamowane szeroko rozwiązania. I tak w wyniku zmian w przepisach kodeksu handlowego, w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej i w ordynacji podatkowej, wprowadzono możliwość przekształcenia przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną w kapitałową spółkę prawa handlowego. Istotnym jest, że wszystkie prawa i obowiązki dotychczasowego przedsiębiorcy mają przysługiwać nowej spółce. Dotyczy to także licencji na wykonywanie transportu drogowego, zezwoleń na regularne przewozy pasażerskie, uzyskanych limitów na zagraniczne zezwolenia oraz innych uprawnień transportowych. To ważne i dobre rozwiązanie, ale wymagania związane z przekształceniem budzić mogą obawy czy nie są zbyt dużą barierą dla przeciętnego przedsiębiorcy. Przykładem może być konieczność sporządzenia planu przekształcenia oraz jego obligatoryjne badanie przez wyznaczonych sądownie biegłych rewidentów. Oznacza to spore koszty i ma się nijak do łatwości, z jaką rejestruje się spółki prawa handlowego w innych europejskich państwach.

Drugim teoretycznie interesującym rozwiązaniem miało być zastąpienie licznych zaświadczeń i informacji składanych w urzędach przy okazji załatwiania spraw administracyjnych. Niestety zmiany w Kodeksie postępowania administracyjnego mają charakter kosmetyczny. W dotychczasowym przepisie art. 220 KPA do istniejącego zakazu żądania zaświadczeń na temat okoliczności wskazanych w tym przepisie dodano, iż dotyczy to także składanych oświadczeń. Gdzie w świetle tego są rewolucyjne zmiany pogłębiające wolność gospodarczą? Nie wiadomo. Z pewnością wiadomo natomiast, że z punktu widzenia przedsiębiorców wykonujących przewozy drogowe przyjęta ustawa nie likwiduje żadnej bariery i nie poprawia ich sytuacji. Na dodatek niektóre ze zmian budzą poważne wątpliwości. Tym samym ciśnie się na usta komentarz – wiele hałasu o nic. Oczywiście budzi podziw zręczność polityków w zakresie public relations, niemniej zapominają oni, żespołeczeństwo nie jest takie głupie, jak się to może wydawać. A za niespełnione obietnice wcześniej, czy później trzeba będzie zapłacić.

Maciej Wroński


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 7 lat temu.