Select Page


Jak strzyc owce, a nie zabijać


 

Miejscem pracy przedsiębiorców wykonujących przewozy drogowe jest droga publiczna. Pojazdy wykonujące przewóz osób lub rzeczy poruszają się po drogach realizując bardzo ważne funkcje społeczne, takie jak komunikacja publiczna. Przewóz drogowy ze względu na swoją skalę i elastyczność jest niezbędny dla obrotu towarowego. Bez przewozów nie mogą funkcjonować rolnicy, producenci przemysłowi, usługodawcy, szpitale, centra handlowe i małe sklepy. Nie ma nic!
Tą „oczywistą oczywistość” rozumiano już w czasach starożytnych. Im lepsza infrastruktura drogowa i łatwiejszy do niej dostęp, tym szybciej przebiegał rozwój społeczny, ludzie żyli lepiej, dostatniej i bezpieczniej. Przykładem może być starożytny Rzym o doskonale rozbudowanej sieci drogowej łączącej wszystkie rzymskie prowincje. Tam, gdzie były drogi był też dobrobyt, spokój i postęp naukowo-techniczny. Gdy infrastruktura drogowa została zaniedbana, a możliwość swobodnego przemieszczania ograniczyły pobierane przez feudałów wysokie myta, nastały mroki średniowiecza i regres cywilizacyjny. Ta lekcja historii nie nauczyła niestety niczego europejskich i polskich decydentów. Dzisiaj w Europie modne jest strzyżenie owieczek, którymi są przedsiębiorcy wykonujący przewozy drogowe. To strzyżenie odbywa się pod pozorem poboru opłat za przejazd, poboru opłat za korzystanie z infrastruktury drogowej lub w postaci podatku od środków transportu. Państwa europejskie zaczynają przypominać lokalnych średniowiecznych władyków którzy, gdy wypatrzyli z wieży swojego zamku podróżnych, to srogo ich łupili, nazywając rozbój mytem. Takie właśnie jest pochodzenie słowa „myto”!
Średniowiecze było jednak bardziej racjonalne od obecnego europejskiego ładu. Feudał zazwyczaj nie pozbawiał podróżnych życia, a pobór myta ograniczał do wysokości umożliwiającej dalszą podróż karawany. Wiedział bowiem, że jeżeli kupcy dotrą do celu i dokonają wymiany handlowej, to będą wracać tą samą „płatną” drogą wiele razy. Feudał mógł nie pobierać żadnego myta lub pobierać je znacznie niższe niż sąsiedzi. Nie było bowiem Komisji Europejskiej, która dba o to, aby żadne państwo członkowskie nie ustalało stawek opłat i podatków na zbyt niskim poziomie. I nieważne jest jaki jest poziom życia w konkretnym państwie, jaki jest jego rozwój gospodarczy, jaka jest infrastruktura drogowa lub jaka jest polityka transportowa. Ma być 11 euro za winietę dobową i basta!!!
Właśnie to postanowienie zawarte w załączniku nr 2 do Dyrektywy 1999/62/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 17 czerwca 1999 r. wraz z przepisem art. 10 tej dyrektywy są przyczyną planowanej kolejnej podwyżki dobowych kart opłaty drogowej. W przedłożonym do konsultacji społecznych projekcie rozporządzenia ministra infrastruktury, zmieniającego rozporządzenie w sprawie opłat za przejazd po drogach krajowych, zaproponowano nową stawkę tej opłaty w wysokości 46 złotych, czyli o 21 proc. więcej niż obecnie. Resort daje przy tym do zrozumienia, że nie chce, ale musi.
Ze względu na fakt, iż w dobie kryzysu gospodarczego wykonywanych jest znacznie mniej przewozów, dobowe winiety stały się częściej wykorzystywane. Dla przedsiębiorcy nieopłacalnym jest wykupywanie karty miesięcznej lub rocznej ponieważ jego pojazd wykonuje po drogach krajowych co najwyżej kilka przewozów miesięcznie. Dlatego też zaplanowana podwyżka może być dla setek firm transportowych przysłowiowym gwoździem do trumny. Owce zamiast być strzyżone (co samo w sobie nie jest przyjemne), zostaną po prostu zarżnięte.
Co można zrobić? W tej sytuacji rząd powinien spróbować uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na wstrzymanie tej podwyżki. W czasie kryzysu komisja niejednokrotnie wykazywała się dużą elastycznością, odchodząc od sztywnych zasad określonych w prawie europejskim. Czy może się to udać? Nie wiadomo, ale odpowiedź możemy znać wyłącznie wtedy, jeżeli rząd podejmie takie działanie. Panie Ministrze, daj Pan szansę wykazania się komisji!
Co jeszcze można zrobić, szczególnie w sytuacji, gdy nie będzie można uniknąć wprowadzenia podwyżek? Otóż minister infrastruktury może wykazać dobrą wolę łagodząc niektóre postanowienia obecnie obwiązujących przepisów.
Dużą ulgę dla przedsiębiorców dałoby wprowadzenie dodatkowej kategorii opłat od pojazdów klasy Euro 3. Obecny podział opłat na dwie kategorie nie spełnia w żaden sposób celów określonych w dyrektywie 1999/62/WE i nie premiuje przewoźników modernizujących własny tabor samochodowy. Skandalem jest fakt, iż przedsiębiorca posiadający emitujący olbrzymie ilości zanieczyszczeń kilkunastoletni ciągnik siodłowy klasy Euro 0, płaci w Polsce taką samą stawkę opłaty drogowej co przewoźnik wykorzystujący do przewozów pojazdy klasy Euro 3. Oczywiście samo wprowadzenie dodatkowej kategorii opłat nie jest wystarczające w celu promowania przyjaznego dla środowiska i jednocześnie bezpiecznego taboru. Konieczne jest także wyraźniejsze zróżnicowanie wysokości stawek opłaty w zależności od emisji zanieczyszczeń. Rozsądnym posunięciem byłoby utrzymanie opłat dla pojazdów klasy Euro 0-2 na dotychczasowych poziomie, jako stawek bazowych. Natomiast dla pojazdów klasy Euro 3 wysokość opłat powinna wynosić 75 proc. wysokości stawek bazowych, a dla pojazdów Euro 4 i wyżej – 50 proc.
Niezależnie od powyższych propozycji, w czasie kryzysu należałoby wrócić do dawnych, bardziej elastycznych zasad wykorzystania dobowej karty opłaty drogowej. Karta dobowa powinna być rozliczana w pełnym okresie 24-godzinnym (np. od godziny 9.00 do godziny 9.00 w dniu następnym), a nie wyłącznie w danym dniu kalendarzowym. Ta mała zmiana dałaby przedsiębiorcom poważne oszczędności nawet przy zakładanej przez resort infrastruktury podwyżce opłat dobowych.
Nowelizując rozporządzenie Ministerstwo Infrastruktury ma okazję przywrócić zgodność jego przepisów z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Dotyczy to norm określających, że źle wypełniona lub nieumieszczona we właściwym miejscu karta opłaty drogowej nie jest dowodem wniesienia opłaty. Przepisy te wykraczają poza ustawową delegację i tym samym naruszają art. 2 i art. 92 ust. 1 ustawy zasadniczej. Dlatego też powinny zostać jak najszybciej uchylone. Duże wątpliwości budzą także zasady zwrotu wniesionej opłaty w przypadku niewykorzystania winiety. Tutaj właściwym i sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady proporcjonalności. Jeżeli karta opłaty drogowej wykorzystana została przez połowę okresu, za który została wniesiona opłata, to przewoźnik powinien otrzymać zwrot połowy opłaty, pomniejszonej co najwyżej o wysokość połowy prowizji pobranej przez sprzedawcę winiety.
Wskazane wyżej propozycje Ogólnopolski Związek Transportu Drogowego przekazał w dniu 6 listopada br. ministrowi infrastruktury. Ponadto związek zaproponował zmianę rozporządzenia w sprawie okresowych zakazów i ograniczeń w ruchu drogowym. Zdaniem związku posiadanie winiety miesięcznej powinno uprawniać pojazdy powracające z zagranicy do poruszania się w czasie ograniczeń weekendowych i świątecznych. To także byłby krok we właściwym kierunku.
W najbliższym czasie okaże się na ile propozycje związku zostaną wykorzystane przez resort. Będzie to niewątpliwie probierz rzeczywistych intencji resortu. Czy w zaproponowanej nowelizacji chodzi wyłącznie o spełnienie wymagań unijnych, czy też jest to pretekst do dalszego bezwzględnego „strzyżenia” przewoźników? Miejmy nadzieję, że intencje Ministerstwa Infrastruktury są uczciwe.

Maciej Wroński

OZPTD

Wrzutka

I
Feudał mógł nie pobierać żadnego myta lub pobierać je znacznie niższe niż sąsiedzi. Nie było bowiem Komisji Europejskiej, która dba o to, aby żadne państwo członkowskie nie ustalało stawek opłat i podatków na zbyt niskim poziomie. I nieważne jest jaki jest poziom życia w konkretnym państwie, jaki jest jego rozwój gospodarczy, jaka jest infrastruktura drogowa lub jaka jest polityka transportowa. Ma być 11 euro za winietę dobową i basta!
II
Dla przedsiębiorcy nieopłacalnym jest wykupywanie karty miesięcznej lub rocznej ponieważ jego pojazd wykonuje po drogach krajowych co najwyżej kilka przewozów miesięcznie. Dlatego też zaplanowana podwyżka może być dla setek firm transportowych przysłowiowym gwoździem do trumny. Owce zamiast być strzyżone (co samo w sobie nie jest przyjemne), zostaną po prostu zarżnięte.


 

Katagoria: Komentarz Macieja Wrońskiego
Słowa kluczowe: , , , ,
Opublikowano 8 lat temu.