Select Page


Mamy e-myto, nie ma inspektorów


 

Pospolite ruszenie – to od wieków nasza ulubiona forma aktywności grupowej. Od 1 lipca weszło e-myto, a w Inspektoratach Transportu Drogowego nie ma ludzi. Kto żyw, tego na szybko przesunięto do SEPO. Po raz kolejny polski sposób organizacji daje znać o sobie.
Już od dawna było wiadomo, że system elektronicznego poboru opłat wymaga określonej liczby inspektorów niezbędnych do kontroli szczelności systemu. O ile łatwo było kupić nowy sprzęt, czytaj blisko setkę nowych Volkswagenów Transporterów wyposażonych po zęby w sprzęt elektroniczny, o tyle trudniej było pomyśleć o obsłudze tychże pojazdów. Inspektoraty dopiero teraz
szykują się do naboru ludzi na nowych inspektorów, a doświadczeni zamiast wykonywać swoje dotychczasowe obowiązki muszą ścigać kierowców bez viaBOX.
W tej sprawie trudno dopatrzyć się winy Inspekcji, bo ta realizuje politykę kadrową zgodną z zaleceniami swojej „czapki”, czyli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Ktoś jednak mógł pomyśleć, że pospolite ruszenie wśród inspektorów osłabi ich skuteczność na innych polach działania. Równie ważnych. Inna sprawa to ogromna liczba sprzętu. Dla porównania, w mniejszych Czechach, gdzie sieć dróg płatnych w systemie viaTOOL to 1300 kilometrów,
do kontroli służy 35 pojazdów. U nas jest to 1560 kilometrów, a kupiono blisko setkę pojazdów.
Rozumiem, że jak jest okazja, to warto kupić nowy sprzęt, którego nigdy za dużo. Ale może tak po kolei, partiami, a nie hurtem. Część tego sprzętu, np. w województwach gdzie nie ma płatnych dróg lub ich sieć jest mizerna, ten sprzęt nie będzie wykorzystany w 100 procentach.
Ciekawy jest jeszcze jeden fakt, czy system zagra w 100 proc., czy na 1 lipca liczba bramownic jest odpowiednia, czy e-myto będzie szczelne? Ale o tym przekonamy się za kilka miesięcy.

Zbigniew Witamborski
Redaktor naczelny Truck Auto.pl


 

Katagoria: Komentarz Zbyszka Witamborskiego
Słowa kluczowe: , , ,
Opublikowano 6 lat temu.