Select Page


Pojedziemy do Niemca!


 

Od 1 maja Niemcy otworzyły rynek pracy. Może to być kolejny gwóźdź do trumny polskiego transportu? Czy też jest to tylko mityczne Eldorado, o jakim marzą kierowcy?

Internet zapełnił się wątkami związanymi z pracą dla kierowców w Niemczech. Padają nazwy firm wraz z określeniem, które są uczciwe, a które nie. Padają także kwoty zarobków – 2500, 2800 euro na miesiąc plus świadczenia. Bajka. Czasami jednak ten wymarzony raj zamienia się w piekło.

Pomijając jednak wątek bajki i piekła warto się zastanowić nad skutkami otwarcia niemieckiego rynku pracy dla branży transportowej. Niewątpliwie ludzie ruszą do Niemiec szukać pracy w zawodzie kierowcy. Jest to trudna i ciężka profesja, która łączy się z rozłąką, życiem w trasie. Na Zachodzie niezbyt wielu garnie się do tego zawodu, dlatego Polacy mają duże szanse na zatrudnienie.

Tymczasem z tego powodu w Polsce znowu może się pojawić deficyt kierowców. Co w powiązaniu z drogim paliwem i niskimi stawkami za kilometr może być kolejnym czynnikiem osłabiającym tę ważną gałąź polskiej
gospodarki.

Co robić? Czekać? Nie! Już w tym momencie rząd powinien się zastanowić nad wprowadzaniem stawki minimalnej za kilometr. Skoro minister Rostowski stosuje interwencje na rynku walutowym, to dlaczego nie pomyśleć o prawnej regulacji w kwestii stawek za fracht. Sprawa będzie jasna, bo wówczas konkurencja będzie oparta na jakości usług przewozowych, a nie dumpingowej cenie. Skończy się dziki rynek spedytorów, którzy żerują na polskich przewoźnikach. Nawet na kursach krajowych.

Po drugie, warto pomyśleć o reaktywacji szkolenia zawodowego. Za kilka lat bez wątpienia będą potrzebne nowe kadry. Ktoś przecież musi prowadzić te trucki przejeżdżające przez bramki viaTool!

Zbigniew Witamborski
Redaktor naczelny Truck Auto.pl


 

Katagoria: Komentarz Zbyszka Witamborskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 7 lat temu.