Select Page


Zagubieni w fotoradarach


 

Policja drogowa powinna dać na mszę za Inspekcję Transportu Drogowego. Dzięki przejęciu fotoradarów policjanci pozbyli się kuli u nogi. „Całe zło” związane z elektronicznymi kontrolami prędkości wzięła na siebie inspekcja.

Trwa ogólnobranżowa dyskusja o Inspekcji Transportu Drogowego. Wciąż padają pytania czy jeszcze jest to służba dbająca o przewoźników, czy już są to pracownicy „zakładu fotograficznego ministra Rostowskiego”. Czasami wręcz
zakrawa na farsę sytuacja, gdy żółty peugeot inspekcji, udający służbę drogową, poluje na kierowców przyczajony gdzieś na poboczu. Czy rzeczywiście jest to misja tej służby?

Kolejny strzał w kolano, to sposób uruchomienia sieci fotoradarów. Skoro rząd wprowadza setki urządzeń rejestrujących, to niech ludziom powie dlaczego? Nikt nie pofatygował się, aby powziąć dialog ze społeczeństwem i wytłumaczyć, po co jest to robione. Wystarczyła profesjonalna kampania o ofiarach i potrzebie redukcji liczby wypadków drogowych. Co mamy w zamian? Ministra Rostowskiego, który zaciera ręce na myśl o wpływach z „zakładu fotograficznego” na 1,5 miliarda złotych. Na szczęście życie zweryfikowało te plany. Kierowcy nie wpadają w obiektywy fotoradarów, jak pieczone gołąbki. Mało tego. Rząd Donalda Tuska nie wie, jak tę żabę zjeść. Fotoradary i nieoznakowane radiowozy kupiono za unijne pieniądze, więc nie można już wycofać się. Dlatego inicjatywa posła Stanisława Żmijana, aby wprowadzić obowiązek oznaczania miejsc, gdzie inspekcja prowadzi kontrolę, choćby za pomocą przenośnych znaków, wydaje się słuszna. Warto też pomyśleć o tym, aby wszystkie auta inspekcji pomalować w jednakowe barwy. Skończyłoby
się ogólnopolskie polowanie z pobocza.

Zbigniew Witamborski
Redaktor naczelny TRUCK auto.pl


 

Katagoria: Komentarz Zbyszka Witamborskiego
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 4 lata temu.